Prof. dr hab. Janusz Skoczyłas

Poznań

 

Jan Jonston a początki geologii w Wielkopolsce

 

Początki geologii w Wielkopolsce są bardzo oryginalne i ciekawe, a terytorialnie mieszczą się w południowej Wielkopolsce.

W dotychczasowych rozważaniach początki geologii, jako odrębnej dyscypliny wiedzy, łączą się w Polsce ze Stanisławem Staszicem, natomiast pierwsze elementy nauk geologicznych wywodzą się najczęściej z nauk geo­graficznych i górnictwa. Na obszarze Wielkopolski początki zainteresowania elementami przyrody nieożywionej łączą się bardziej z poszukiwaniami staro­żytności, z których powstała archeologia, z medycyną, a także z fizyką, bu­downictwem i nauczaniem. Później dopiero można mówić w Wielkopolsce o związkach geologii z górnictwem, powierzchniowym zbieractwem, podróż­niczą eksploracją i naukami geograficznymi.

Stan świadomości i wiedzy o przyrodzie w XV w. określić możemy, w sposób pośredni, m. in. na podstawie wielu informacji zamieszczonych przez Jana Długosza w Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Pol­skiego, a szczególnie w Chorografii,1 gdzie w podrozdziale Dwie rzeczy osob­liwie w kraju polskim, kronikarz wyraził swój pogląd na temat garnków rosnących rzekomo w ziemi Wielkopolskiej. Napisał: „na polach wsi Nochowa w pobliżu miasta Śremu w diecezji poznańskiej, a także we wsi Kozielsko w pobliżu miasteczka Łekna powiecie pałuckim rodzą się w łonie ziemi garnki, same z siebie, wyłącznie sztuką przyrody, bez jakiegokolwiek dopomagania ludzkiego, wszelkiego rodzaju i różnych kształtów, do tych podobne, których używają ludzie, delikatne wprawdzie i miękkie, gdy tkwią jeszcze w rodzin­nym swym gruncie w ziemi, przecie gdy się je wyjmuje stają się szczelne i stwardniałe na słońcu lub wietrze. Stworzone są w najróżniejsze kształty i wielkości, nie inaczej jak gdyby wyrabiane sztuką garncarską. I co uważam za tym dziwniejsze, że ich płodność i naturalne rozmnażanie nigdy się nie zmniejszyły, choć ziemia nie poruszona traci na żyzności."2

Po raz drugi powraca Długosz do tego tematu w księdze jedenastej Roczników pisząc, jak to w 1416 r. król Władysław Jagiełło rozkazał w swojej obecności kopać na polach Nochowa, aby udowodnić posłowi księcia au­striackiego prawdziwość samoistnego rodzenia się garnków w Polsce: „Król Władysław zatem chcąc uwolnić swego krewnego, księcia austriackiego Ernesta od tych wątpliwości pojechał na położone między miastami Królestwa Polskiego Śremem a Kościanem pola wsi Nochów. Nakazawszy w jego obec­ności rozkopać w kilku miejscach ziemię znalazł wiele garnków. Różniły się one między sobą kształtami i rozmiarami, natura sama ukształtowała je w przepiękny sposób tak, jakby je uformował zdun. Posłowi księcia Ernesta, który to wszystko oglądał z coraz większym zainteresowaniem, pokazał król dziwny twór natury, który ziemia polska zwykła wydawać nie w jednym tylko miejscu, jak to pokazaliśmy na początku dzieła, ale w kilku miejscach. Przez wspomnianego posła przesłał księciu Ernestowi kilka różnego kształtu naczyń, które miały potwierdzić prawdziwość tego wydarzenia. Wspomniane naczynia, gdy się je wyjmie z piasku są delikatne i kruche. Twardniejąc pod wpływem słońca nadają się na wszelki użytek ludzi."3

Zagadnienie rosnących garnków było przedstawiane przez dawnych pisa­rzy jako osobliwości przyrody niemal do końca XVIII w. W tym kontekście specjalnego podkreślenia wymaga racjonalizm i trafność poglądów Jonstona, który w Thaumatographia naturalia, in decem classes distincta (Amsterdam 1632) pisał m.in. „naczynia zaś gliniane, znajdowane w ziemi, były popielni­cami, wewnątrz są kości zmarłych. O ile we wszystkich przykrytych pokrywą znajdują się popioły, to w niektórych pierścionki. Starożytni jak wiadomo, mieli zwyczaj palenia [zwłok] i zakopywania spalonych [kości]".4

Prezentowany pogląd Jana Jonstona godny jest podkreślenia, bowiem jeszcze 100 lat później uczeni nie potrafili zająć jednoznacznego stanowiska.

Wprawdzie z dzisiejszego punktu widzenia problem „rosnących garn­ków" jest przedmiotem zainteresowań prahistorii, to jednak wówczas zagad­nienie to wiązano z problematyką skamieniałości, które często uznawano za złośliwe igraszki natury lub też za szczątki istot żyjących dawniej w wodzie i rozniesionych po lądzie przez biblijny potop.

Trafność poglądów Jonstona w tej sprawie wynikała zapewne w dużej mierze z faktu, że był on uczonym doskonale obeznanym z zasobem zarówno tradycyjnej wiedzy przyrodniczej i medycznej, jak i z najnowszymi odkry­ciami i poglądami. Był typem uczonego, który cel swojej działalności widział głównie w skodyfikowaniu znanego mu zakresu wiedzy i przystępnemu udo­stępnieniu jej w formie kompendiów i podręczników.

Zagadnienie przyrody nieożywionej nie odgrywało w działalności nauko­wej Jana Jonstona pierwszoplanowej roli. Tym niemniej, problematyka ta była eksponowana chociażby w: Thaumatographia naturalia, in decem classes distincta i Notitia regni mineralis, seu subterraneorum catalogus,cuin praecipuis (1661). Ponadto wiele elementów wiedzy z zakresu nauk o Ziemi, głów­nie jednak z zakresu nauk geologicznych, mineralogicznych, geofizycznych i geograficznych, znaleźć można w jego publikacjach lekarskich.

Szczególnie wiele danych o stanie wiedzy Jonstona na temat kopalin uży­tecznych uzyskujemy z dzieła Notitia regni mineralis. Uczony podzielił w nim ciała podziemne na gazy, wody (które z ziemi wydostają się) oraz na „soki ciekłe" (które mają własności kamieniotwórcze). Natomiast właściwe ciała kopalne podzielił na pięć grup: 1) ziemie, 2) soki zsiadłe, 3)żywice, 4) kamienie, 5) metale (kruszce). Klasyfikacja Jonstona została szerzej omó­wiona m. in. w pracach K. Kozierowskiego, a także w opracowaniach innych autorów.5

Z dzisiejszego punktu widzenia klasyfikacja Jonstona jest nieaktualna. Tym niemniej, według T. Bilikiewicza,6 jest ona jedną z największych zasług uczonego. Podobne stanowisko zajął także już K. Linneusz, który często cyto­wał prace Jonstona, a przytaczając dosłownie klasyfikację kopalin z Notitia regni mineralis, podkreślał jej wielką przydatność, twierdząc, że była najlep­szą z wówczas istniejących. Z kolei G. Cuvier, najbardziej znany przyrodnik pierwszej połowy XIX w., w opracowanym przez siebie życiorysie Jonstona w 1818 r. podkreślił, że dla zrozumienia niektórych szczegółów klasyfikacji Linneusza konieczne jest sięgnięcie do odpowiednich rozdziałów prac przy­rodniczych Jonstona.7

Oryginalny był pogląd Jonstona na temat odnawialności złóż: „Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że minerały mogą się mnożyć. Żyły siarkowe odna­wiają się w ciągu czterech lat. Ziemia, z której wybrano saletrę i którą na powrót rzucono do dołu, po pięciu lub sześciu latach znowu zawiera saletrę. Cesalpino podaje [...] że w Indiach znajduje się góra solna, zwana Oromenum, z której jak kamienie spadają bryły ustawicznie odradzającej się soli. Toż samo można powiedzieć i o drogich kamieniach. Szczególnie ważne jest to, co Garzias ab Horto pisze o diamentach [...] Diamenty, które bardzo głę­boko w ciągu długiego czasu powstają we wnętrzu ziemi, na jej powierzchni niemal same się rodzą i kształtują w ciągu dwóch lub trzech lat. W tym samym dole, w którym raz już znalazłeś diamenty, o ile będziesz kopać po dwóch albo trzech latach znajdziesz je znowu. Toż samo dotyczy także metali.

Na przykład w Korb w Westfalii złoto w ciągu czterech lat na nowo odra­dza się w łonie ziemi. W Żaganiu na Śląsku żelazo odradza się w ciągu dzie­więciu lat i na nowo się je wykopuje po tym czasie. Toż samo mówią o wyspie llwa na Morzu Tyrreńskim. Wedle świadectwa Cesalpina [...] ziemia pochodząca ze złóż kruszcowych, z której wydarto metal, po jakimś czasie znowu zmienia się w żyłę kruszcu".8

Jonston przypisywał zatem twórczą rolę przyrodzie nieożywionej, która w jego opinii nie starzała się i nigdy nie wyczerpywała swoich możliwo­ści. Udawadniając stałość przyrody przykładami ciągle zachodzących proce­sów tworzenia się kopalin, Jonston jest w pewnym zakresie prekursorem myśli K. Leyella i jego zasady aktualności w procesach geologicznych.

Przekonanie o odnawialności złóż wynikało z ogólnego rozumowania J. Jonstona np.: „Przyjmijmy jednak, że pewne części w świecie ulegają nisz­czeniu, że na ich miejsce przybywają nowe. W wyniku tego dochodziłoby do jakichś nieprawdopodobnych dysproporcji, za czym niechybnie musiałoby iść zniszczenie".9

Ten ściśle przyrodniczy punkt widzenia leży współcześnie u podstaw sozologii - nauki zajmującej się badaniem środowiska naturalnego bytowania człowieka i jego ochroną.

Jonston przedstawił, powszechną wówczas i aktualną do połowy XVIII w., teorię stałego tworzenia się kamieni w głębinach ziemi i odtwarza­nia ich na miejscach wyeksploatowanych przez człowieka. Taka teoria zakła­dała niezmienność stosunków geologicznych od początków świata. Zakładała również, że Bóg w dniach stworzenia położył początki zalążkowe (seminaria principia), które odtąd stale powstają z różnych „kompozycji ziemistych" przy udziale ognia podziemnego. „Kompozycje ziemiste", trawione ogniem, stano­wią jakby płynny roztwór podziemny, będący zaczynem kamieni zastygłych bliżej powierzchni ziemi w chłodniejszej atmosferze. Zatem w świetle tej teorii kamień jest obiektem żywym, rodzi się, ma swój okres świeżości i rozkwitu, ale także starzeje się, kruszeje, umiera.

Także inni autorzy XVII i XVIII w. podkreślali, że procesy wzrostu kamieni nie zachodziły w sposób mechaniczny, lecz reguluje je „duch mine­ralny", czyli „spiritus mineralis", którego moc jest inna w każdym rodzaju kamienia.

W dziełach Jonstona bardzo mało jest informacji o zjawiskach przyrodni­czych, które autor obserwował i mógł znać z autopsji. Brak więc opisów z naj­bliższych mu okolic. Tym niemniej pisał np. o odradzaniu się złóż rud żelaza w okolicy Żagania, o występowaniu soli na Podolu, o ziemiach pieczętnych z okolicy Żagania, o występowaniu wód leczniczych, znalezieniu bursztynów w wykopach pod zabudowania w Lesznie, wydobyciu niebieskawej gliny w Wałbrzychu. Stosunkowo dużo miejsca poświęcił także tzw. kamieniom figuralnym, do których zaliczył przede wszystkim belemnity.10

Z dzisiejszego punktu widzenia działalność zawodowa i pedagogiczna Jonstona odległa była od geologii i mineralogii, chociaż bardzo cenne dla zro­zumienia początków mineralogii w Polsce było jego dzieło Notitia regni mine­ralis, a także wszystkie inne dzieła w mniejszym lub większym stopniu nawią­zujące do wiadomości z zakresu szeroko pojętych nauk geologicznych.

Geologiczne i mineralogiczne uwagi Jonstona były znane i cytowane w XVIII w. Później jego zasługi poszły w zapomnienie i dopiero współcześnie, m.in. dzięki działalności Leszczyńskiego Towarzystwa Kulturalnego, pamięć o wyjątkowej pozycji naukowej Jonstona i jego dorobku, także w zakresie nauk o Ziemi, zaczyna być przywracana, dodając blasku uczonemu i miastu w któ­rym spędził najlepszy, pod względem naukowym, okres swego życia.

 

Przypisy

1 J. Długosz, Roczniki, czyli kroniki stawnego Królestwa Polskiego, Księga l i II. Warszawa

   1961 s. 81-163.

2 Tamże: s. 178

3 J. Długosz, Roczniki,... Księga XI, Warszawa 1985 s. 62.

4 A. Abramowicz, Jana Jonstona zainteresowania archeologiczne. Studia i Materiały z  

   Dziejów Nauki Polskiej, seria B, zesz. 28. Warszawa 1978 s. 153.

5 K. Koziorowski, Materiały do dziejów mineralogii w Polsce, w: Poradnik dla samouków.

  Tom V. Mineralogia i petrografia. Warszawa 1925 s. 631 - 634; zob. także: A. Gaweł,  

   Kopaliny w dziele Jana Jonstona „Thaumatographia naturalis", Studia i Materiały z  

   Dziejów Nauki Polskiej seria B, zesz. 28. Warszawa 1978 s. 85 - 89; K., Maślankiewicz.

   Dzieło mineralogiczne Jana Jonstona „Notitia regni mineralis", tamże:  s. 91  —9 9; Z.

   Wójcik, Przyroda nieożywiona w publikacjach Jana Jonstona, tamże: s. 73 - 84.

6 T. Bilikiewicz, Jan Jonston (1603-1675). Żywot i działalność lekarska. Warszawa 1931 s.  

   154 - 159,223.

7 S. Schwann, Dzialalność Jonstona w świetle opinii zachodnioeuropejskiej. Studia i

   Materiały z Dziejów Nauki Polskiej. Seria B, zesz. 28, Warszawa 1978 s. 236; J. Skoczyłas,

   Zarys rozwoju geologii w Wielkopolsce, Przegląd Geologiczny, R. 39, 1991 s. 332 - 337.

8 J. Jonston, O stałości natury.  Przełożyła M.  Stokowska.  Wstępem opatrzył S. Ziemski,

   Warszawa 1960 s. 46.

9 Tamże: s.15.

10 A. Gaweł, op. cit.; K. Maślankiewicz, op. cit.