Autor

Jerzy Gaj

Tytuł

Kawalerzysta i sportowiec

Źródło

Przyjaciel Ludu 3-4/2000

Uwagi

 

 

Michał Gutowski urodził się 13 września 1910 r. w Macieszewicach w powiecie kaliskim, a wychowywał w Jasionnej w powiecie sieradzkim, w patriotycznej atmosferze rodzinnego domu. W cza­sie wojny polsko-bolszewickiej, w sytuacji śmiertel­nego zagrożenia dla Polski, rozpoczęto w 1920 r. w Kaliszu, w pobliżu posiadłości jego rodziców, for­mowanie 203 Pułku Ułanów. Zgłosił się więc ze swoim bratem Andrzejem, starszym o 12 lat, jako ochotnik do formowanej jednostki. Tam dotarły wia­domości, że oddziały bolszewickie posuwają się wzdłuż Prus Wschodnich i kierują przez Płock w stro­nę Warszawy. W zaistniałej sytuacji sformowany już pułk, stacjonujący w Kaliszu, ruszył w kierunku Ciechanowa. Mimo nakazu powrotu do domu An­drzej z Michałem ukryli się w sianie przeznaczo­nym dla koni, w jednym z wagonów pociągu woj­skowego. Nie udało się, odkryci przez obsługę zo­stali wysadzeni przy posiadłości rodziców. Jak wspomina Michał - "ryczał" przez całą drogę do domu z rozżalenia, że nie mógł uczestniczyć w tej wojennej kampanii.

Po zakończeniu działań wojennych podjął naukę w znanym i cenionym Gimnazjum im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, a następnie w rze­miośle wojskowym. W latach 1923-1928 zaliczył Korpus Kadetów nr 1 we Lwowie, po czym w latach 1928-1930 odbył naukę w Szkole Podchorążych w Grudziądzu.

W latach międzywojennych Grudziądz nazy­wano stolicą polskiej kawalerii, która - jak pisze Renata Urban, nadawała miastu swoiste piękno. Przez Centrum Wyszkolenia Kawalerii w tym mie­ście przeszli w ciągu swojej służby wszyscy ofice­rowie i podoficerowie tego rodzaju broni. M. Gutowski również i z tego powodu, że jako członek reprezentacji jeździeckiej Polski na X Igrzyska Olimpijskie w Berlinie w 1936 r, przebywał tam przez dłuższy okres, na przedolimpijskim zgrupowaniu oraz przed innymi, ważniejszymi zawodami hipicznymi, w których startował.

Po ukończeniu Szkoły Podchorążych otrzy­mał nominację na podporucznika oraz przydział 15 sierpnia 1930 r., do 17 Pułku Ułanów w Lesznie Wlkp. W tym kresowym mieście garnizon wojsko­wy tworzyły 17 Pułk Ułanów, który otrzymał w 1939 r zobowiązujące imię Bolesława Chrobrego oraz 55 Poznański Pułk Piechoty. Jeszcze przed przyjaz­dem M. Gutowskiego do 17 Pułku Ułanów, ten ostat­ni miał już jeźdźców: mjr. Tadeusza Obrębowicza, mjr. Tadeusza Mieczkowskiego, mjr. Zygmunta Moszczeńskiego, rotmistrza Michała Unruga, por. Zdzisława Baranowskiego, por. Jerzego Wasiutyńskiego, którzy odnosili sukcesy na wyścigach na torze poznańskiej Ławicy. Oficerowie - jeźdź­cy 17 Pułku Ułanów rywalizowali głównie z jeźdź­cami 15 Pułku Ułanów Poznańskich: rtm. J. Kapuścińskim, rtm. Pinińskim, por. Wł. Bobińskim, por. J. Brodzkim, por. Gzowskim, por. Z. Kiedaczem, por. M. Łukowskim, por. Rożatowskim, por. Sitkiem, por. S. Skorupskim i por. W. Zgorzelskim.

Rozwojowi jeździectwa sportowego w 17 Puł­ku Ułanów sprzyjała założona w połowie lat 20 w Grabowie na Pomorzu, prywatna stajnia wyścigo­wa, należąca do grona oficerów tego Pułku, której kierownikiem był ppłk w stanie spoczynku o nazwi­sku Wysocki. Stajnia mogła się poszczycić dużym dorobkiem, gdyż wygrała dwukrotnie Warszawskie Derby końmi Karat (1928) i Beyrut (1931). Okazałe nagrody eksponowano w pułkowym kasynie oficer­skim.

M. Gutowski ze swoim zamiłowaniem do jaz­dy konnej miał szczęście, że trafił do 17 Pułku Uła­nów, albowiem od 1929 r. nowy dowódca pułku, ppłk Aleksander Radwan-Pragłowski, również rozmiło­wany w jeździectwie sportowym (dwukrotnie zdo­bywał w latach 1930-1931 puchar przechodni Pre­zydenta RP, w zimowych konkursach hipicznych w Zakopanem) - otaczał opieką i służył pomocą swo­im młodszym kolegom - oficerom, również uprawia­jącym jeździectwo sportowe.

W czasie pełnienia dowództwa przez płk. dypl. Aleksandra Radwana-Pragłowskiego (1929-1936), pułk zajmował w kawalerii czołowe miejsce w za­kresie wyszkolenia bojowego oraz w sporcie jeź­dzieckim i strzeleckim. Młodzi oficerowie słynęli nie tylko jako dobrzy sportowcy, ale później również jako znakomici dowódcy.

17 Pułk Ułanów stacjonujący w Lesznie od 1922 r. został bardzo ciepło przyjęty przez miesz­kańców. Organizował m.in. z myślą o nich wyścigi konne oraz konkursy hipiczne, rokrocznie m.in. z racji obchodzonego w miesiącu maju Święta Puł­ku. Urządzano z tej okazji także walki ułanów na koniach, na szable, a na zakończenie pokazów we­sele ułańskie. Szczególny podziw mieszkańców bu­dziła, dosiadająca białych koni, orkiestra pułkowa. Tak się złożyło, że 2 dni po przybyciu ppor. M. Gu­towskiego do jednostki zorganizowano zawody po­dziwiane przez mieszkańców Leszna, w których wzięła udział jednostka z Poznańskiej Brygady Ka­walerii, przebywająca w tym czasie na manewrach koło Leszna.

M. Gutowski został dobrze przyjęty w pułku, a jego zamiłowanie do koni i jeździectwa sportowe­go pozwoliło na głębszą przyjaźń z kolegami jesz­cze ze szkoły kadetów, również jeźdźcami sporto­wymi: porucznikami R. Dowborem, S. Czerniawskim i M. Turskim. M. Gutowski przed wybuchem II wojny światowej awansował dwukrotnie: 1 stycz­nia 1932 r. otrzymał awans na porucznika, a 1 stycz­nia 1939 r. na rotmistrza - dowódcę szwadronu.

Znaczącą karierę sportową rozpoczął w 1934 r. Mogło to mieć miejsce już w 1933 r., kiedy otrzymał zaproszenie na zawody jeździeckie do Warszawy, ale jak wspomina, prosił dowódcę pułku, żeby nie wystawiano go jeszcze ze względu na brak przygo­towania do udziału w zawodach tej rangi. Ale już w następnym roku ze swoimi młodymi, dobrymi końmi wystartował w konkursie otwarcia w Warsza­wie, w którym startowały wszystkie konie, także z zagranicy, które dotąd nie otrzymały pierwszych trzech nagród. Start na Warszawiance się udał. Z kolegami oficerami Gutowski wygrał jeden z konkursów i otrzymał w dowód uznania jak wspomina od pięknej blondynki całusa na oczach całej wi­downi. W wywiadzie przeprowadzonym z nim w 1999 r. w Warszawie, red. Bogdan Tomaszewski usłyszł od M. Gutowskiego "muszę powiedzieć... dla mnie to był najprzyjemniejszy moment w całej mojej karierze jeździeckiej".

Kariera sportowa M. Gutowskiego w latach 1934-1939 była bardzo bogata. Już w 1933 r. w zawodach o Mistrzostwo Armii reprezentacja 17 Pułku Ułanów w składzie: por. Dowbor, por. Czerniawski i ppor. Gutowski wygrała eliminacje na szczeblu brygady i zdobyta tytuł Wicemistrza Armii w Baranowiczach. W 1934 r. zespół ten, w którym wystartował także por. Piotr Laskowski zdobył tytuł Mistrza Armii, a M. Gutowski także indywidualnie. Powyższe zawody zorganizowano w Hrubieszowie. Powtórzono ten sukces w 1935 r. w zespole jeźdź­ców, poruczników: Dowbora, Czerniawskiego, Laskowskiego i Tuskiego. Odnoszone przez młodych oficerów sukcesy spowodowały, że Czerniawski i Gutowski zostali odkomenderowani do grupy sportowo-reprezentacyjnej CWK w Grudziądzu. W czerwcu 1934 r. M. Gutowski wziął udział w Mię­dzynarodowych Zawodach Konnych w Warszawie, w ekipie Pucharu Narodów zdobywając szereg na­gród, łącznie z wygranym na Warszawiance Kon­kursem Otwarcia. Następnie brał również udział w Pucharach Narodów w Niemczech, Łotwie, Esto­nii, Szwajcarii i Belgii, zdobywając szereg nagród indywidualnych.

W styczniu 1936 r. spotkał go wielki zaszczyt - został powołany na zgrupowanie olimpijskie do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Kie­rownictwo nad grupą potencjalnych olimpijczyków objęli znakomici jeźdźcy, jak ówczesny komendant CWK płk Tadeusz Komorowski. Instruktorem dzia­łu skoków przez przeszkody został olimpijczyk, zdobywca na Pikatorze brązowego medalu w skokach przez przeszkody na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 1924 r. - mjr A. Królikiewicz, a działu WKKW rtm. w stanie spoczynku Leon Koń. W gru­pie skoków obok S. Czerniawskiego, mjr Z. Dziadulskiego, por. J. Komorowskiego, mjr W. Lewickiego, rtm. T. Sokotowskiego był również por. M. Gutowski. Dla niego sezon sportowy 1936 r. zaczął się bardzo nieszczęśliwie, albowiem w styczniu uległ ciężkiemu wypadkowi (złamane lewe udo, zgniecio­na klatka piersiowa, pęknięcie czaszki). Wydawało się, że tak ważny sezon sportowy będzie dla niego stracony. M. Gutowski przezwyciężył jednak skutki wypadku; po trzech miesiącach leczenia w szpitalu został zwolniony na własną prośbę i wrócił do CWK w Grudziądzu oraz wznowił treningi od potowy kwiet­nia.

Z wieloosobowego zespołu kandydatów do olimpijskiego składu Pucharu Narodów zostali wy­znaczeni: Gutowski na Warszawiance, Komorowski na Dunkanie oraz Sokołowski na Zbiegu II. Na­leży dodać, że w czasie pierwszej eliminacji przed­olimpijskiej M. Gutowski startował na czterech wła­snych koniach: Warszawiance i Traviacie (2 i 3 miejsce) oraz Hanunie i Znachorze (2 i 4 miejsce). Jeszcze przed Igrzyskami Olimpijskimi w Berlinie uzyskał szereg nagród w zawodach międzynaro­dowych w jeździectwie w Warszawie oraz w Pu­charze Narodów i w ostatnich zawodach przed igrzy­skami, a w końcowej eliminacji na zawodach w Gdyni odniósł zwycięstwo w trzech konkursach na klaczy Warszawianka.

Było już wcześniej wiadomo, że obsada w tej dyscyplinie sportu będzie na igrzyskach olimpijskich bardzo silna, bowiem zaraz po poprzednich igrzy­skach w szkołach kawalerii w Hanowerze pilnie tre­nowali Niemcy, Włosi w podobnej w Pinerolo Tor di Ouinto i Francuzi w Saumur. W Polsce - jak pisze W. Pruski - "rzecz miała się odmiennie. Po Olim­piadzie w Amsderdamie w 1928 r., reprezentacyj­na, wyczynowa drużyna została rozwiązana, a oficerów skierowano do innych funkcji, najczęściej w charakterze instruktorów jazdy konnej, bądź w CWK w Grudziądzu, bądź w pułkach".

Nasz kraj w latach 1929-1935 nie posiadał stałej reprezentacji w zasadniczym składzie, a na zagraniczne zawody powoływano do zespołów wy­różniających się aktualnie jeźdźców i konie. Pe­chowy był dla jeźdźców 1932 r. Mimo przygotowań do udziału w Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles (USA), ze względu na dotkliwe również dla Pol­ski skutki ogólnoświatowego kryzysu gospodarcze­go i zarządzone w kraju oszczędności, nie wysłano naszej ekipy jeździeckiej na kolejne igrzyska olim­pijskie (brakowało bowiem

100 000,00 zł na pokrycie kosztów jej utrzymania). Organizatorzy mieli także świadomość, że nie mieliśmy wówczas szans na zajęcie liczącego się miejsca wśród potęg jeździec­kich.

Tak więc u progu Igrzysk Olimpijskich w Ber­linie byliśmy w gorszej sytuacji w stosunku do cho­ciażby wyżej już wymienionych krajów europejskich, a to z powodu ośmioletniej przerwy w igrzyskach olimpijskich i zbyt późnego uruchomienia zgrupo­wania olimpijskiego jeźdźców (dopiero pod koniec grudnia 1935 r.).

W zawodach jeździeckich X Igrzysk Olimpij­skich w Berlinie wzięły udział reprezentacje 21 państw. W zasadniczych konkursach jeździeckich uczestniczyło 127 jeźdźców (w konkursie ujeżdża­nia - 29, w WKKW - 53 i w skokach przez prze­szkody - 54) z tym, że niektórzy jeźdźcy uczestni­czyli w dwóch konkurencjach. Polski zespół w WKKW, mimo wspomnianych potknięć w przygo­towaniach olimpijskich zajął II miejsce (991,7 p.k.), za reprezentacją Niemiec (676,65 p.k.) i zdobył srebrny medal olimpijski.

Na zakończenie olimpijskich zawodów jeź­dzieckich rozegrano w dniu 16 sierpnia, na głów­nym stadionie, w obecności około 120 000 widzów Puchar Narodów. Na zbyt małej płycie rozstawiono 20 przeszkód, co wymagało od jeźdźców niezwy­kłego skupienia i skakania z niezbyt wielkiego roz­pędu, przy wysokości niektórych przeszkód do 160 cm. Tak więc warunki konkursu były bardzo trudne.

Polscy jeźdźcy wypadli niestety bardzo sła­bo. Jak pisze W. Pruski "por. M. Gutowski jechał na Warszawiance początkowo bardzo dobrze i po­konał czysto 11 przeszkód. Lecz następnie zwolnił zbytnio tempo i na przeszkodzie nr 12, stanowiącej rów z barierą, klacz wpadła nogami do wody, a przed przeszkodą nr 13, również z wodą, zastopowała i nie chciała już skoczyć tak, że jeździec został wy­dzwoniony, grzebiąc tym szansę ekipy. Warszawian­ka znana zresztą była - jak pisze Pruski - ze wstrę­tu do wody i często zawodziła na przeszkodach tego rodzaju".

Z oceną Pruskiego dotyczącą Warszawianki nie zgadza się M. Gutowski; wręcz określił pogląd swojego kolegi jako "wielką pomyłkę", i stwierdził: "W czasie wszystkich moich zawodów, kiedy wy­stępowałem na niej, nie tylko międzynarodowych, ale w ogóle jakichkolwiek... niech mi ktoś udowod­ni, że stanęła na przeszkodzie... ona nigdy nie sta­nęła... pierwszy raz to było na igrzyskach". l w innym miejscu się usprawiedliwia, że po 12 czy­sto przejechanych przeszkodach, na rozkaz trene­ra podjechał wolno do potrójnej kombinacji i został wyeliminowany.

W tym miejscu należy dodać, że również por. J. Komorowskiemu nie powiodło się na Dunkanie, bowiem jego koń szedł niechętnie na przeszkody i niektóre strącał tak, że uzyskał aż 47,5 p.k. i prze­kroczył czas. Natomiast rtm. T. Sokołowski poje­chał najgorzej. Jego Zbieg wpadł do wody na prze­szkodzie nr 6 i potykał się na kilku następnych, a w konsekwencji wypadł z zawodów.

Ciekawie wypowiedział się na temat polskich jeźdźców Generalny Sekretarz Niemieckiego Ko­mitetu Organizacyjnego działu jeździeckiego Gu­staw Rau. Przy wystawionej im w sumie wysokiej ocenie, m.in. stwierdził: "W zawodach o Puchar Narodów jeźdźcy polscy rtm. Sokołowski, por. Komorowski i por. Gutowski wykazali brak dostatecznego zdecydowania przy najeżdżaniu przeszkód, które były takich rozmiarów i tak rozmieszczone, że mogły być pokonane tylko w pełnym tempie konia". Tak więc polski zespół startujący w Pucha­rze Narodów wrócił do kraju niestety na tarczy. Ho­nor polskiego jeździectwa uratował zespół WKKW, który - jak już wspomniano - zajął drugie miejsce za reprezentacją Niemiec i zdobył srebrny medal.

Po Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie polskie jeździectwo sportowe weszło w nowy okres już pomyślnego rozwoju. W ten sposób został przełamany kryzys z przełomu lat 20 i 30. Za duży sukces należy uznać fakt, że wreszcie od 1937 r. podjęła w CWK w Grudziądzu działalność stała grupa ofice­rów - wyczynowców w jeździectwie. Według doku­mentu znajdującego się w Centralnym Archiwum Wojskowym w Warszawie, w jej składzie w związ­ku z przygotowaniami do kolejnych Igrzysk Olimpij­skich w 1940 r., w konkurencjach WKKW oraz kon­kursie skoków znaleźli się rtm. St. Czerniawski z 17 Pułku Ułanów z Leszna Wlkp. - bliski kolega por. M. Gutowskiego oraz 9 oficerów z innych jed­nostek wojskowych. Wśród nich, niestety, nie zna­lazł się M. Gutowski. We wrześniu 1936 r. zwolnił się na własną prośbę z grupy sportowej i powrócił do macierzystej jednostki, w której objął dowódz­two 1 szwadronu. Mimo to jeszcze przed wybuchem wojny startował w kilku liczących się zawodach, już nie na Warszawiance (kulawa chronicznie na zad), lecz na własnych koniach - Trawiacie oraz Hanu­nie i zdobył szereg nagród, w tym wygraną w Łodzi w potędze skoków na Trawiacie .

Wybuch wojny światowej przerwał bogatą karierę sportową rtm. M. Gutowskiego. Po pierw­szych bojowych kontaktach z nacierającymi oddzia­łami Wehrmachtu i lokalnymi dywersantami nie­mieckimi, 55 Pułk Piechoty i 17 Pułk Ułanów im. Bolesława Chrobrego z nienaruszoną Armią Poznań forsownymi marszami przesuwał się w kierunku Kutna. Jak wspomina M. Gutowski, na Warszawę szło wielkie natarcie armii pancernej gen. Rundstedta, po osiągniętych wcześniej bojowych sukcesach w walkach z Armią Łódź, którą dowodził gen. Ju­liusz Rómmel. Oddział M. Gutowskiego po patro­lach granicznych w rejonie Zbąszynia, pojechał na Konin, Turek, Uniejów, a potem na Kutno i Łowicz. Jeszcze przed Walewicami, na rozkaz gen. Abra­hama, w rejonie Uniejowa rtm. M. Gutowski zaata­kował swoim szwadronem Niemców usadowionych na drewnianym moście o długości około 400 m. Niemiecki oddział zaporowy na motocyklach był uzbrojony w karabiny maszynowe i moździerze. Wystraszeni kawaleryjską szarżą po moście szwa­dronu rtm. Gutowskiego Niemcy ustąpili pola. Ciąg dalszy miał miejsce w walkach o Walewice, kiedy to cała Armia Poznań walczyła z nieprzyjacielem. Walki o Walewice to również chlubna karta 17 Puł­ku Ułanów, a jedna z nich dotyczy rtm. Gutowskiego i jego szwadronu. M. Gutowski w tych walkach razem z 4 ułanami obrzucił granatami 2 gniazda niemieckich karabinów maszynowych i po wybiciu załogi, wraz z pozostałymi ułanami swojego szwa­dronu, po kolejnych starciach z żołnierzami niemiec­kimi, ranny walczył dalej, wspierany jednym ze szwadronów 15 Pułku Ułanów. W wyniku walk o Walewice zabito 87 Niemców, a 100 wzięto do nie­woli. Niestety, dotkliwe straty poniósł także szwa­dron rtm. Gutowskiego. W czasie trwającej 7 go­dzin walki o Walewice łączne straty 17 Pułku Uła­nów były duże: 6 oficerów, 58 podoficerów i uła­nów, nie licząc rannych. Natomiast zdobyto wiele cennego uzbrojenia i środków transportu. Rannemu dowódcy 1 szwadronu osobiście dzięko­wał gen. Abraham "za piękną postawę Pana Szwa­dronu. Dzięki Pana akcji mamy to piękne zwycięstwo".

Od 16 września, ustępując przed wojskiem niemieckim, M. Gutowski po pobycie w szpitalu dołączył do resztek Pomorskiej Brygady Kawalerii pod dowództwem płk. Jerzego Jastrzębskiego, przedzierając się przez Puszczę Kampinoską nie­daleko Warszawy, następnie wpław przez Wisłę koło Góry Kalwarii w rejonie Kurowa i maszerując dalej na południe już w rozproszeniu. Tam, 19 paź­dziernika, nad Wieprzem nastąpiło zdjęcie mundu­rów, które wraz z bronią zostały schowane w lesie w majątku Kleniewskich (lubelskie).

M. Gutowski wrócił do Wielkopolski i działał w podziemnej organizacji gen. Karaszewicza-Tokarzewskiego, w obwodzie Jarocin. Aresztowany w połowie grudnia 1939 r., został następnego dnia po aresztowaniu skazany na śmierć przez rozstrzela­nie, l tym razem miał szczęście. Niemiecki dowód­ca - kawalerzysta zwolnił go z aresztu.

Od grudnia do marca 1940 r. działał w War­szawie w podziemnej organizacji Muszkieterowie. Niewiele się w niej wówczas działo, w związku z tym w roli kuriera z raportami z rejonu Poronina przez Słowację dotarł do Francji i tam dostał przy­dział do 10 Pułku Strzelców Konnych (zmotoryzo­wanych). Następnie, przez rejon Bordoux, był ewakuowany do Anglii, gdzie w Szkocji odbywał szko­lenie w sławnej potem Dywizji Pancernej gen. Mącz­ka.

W lipcu 1944 r. nadszedł upragniony rewanż za wrześniową przegraną. Nastąpiło lądowanie wojsk alianckich w Normandii. Od 8 do 21 sierpnia, jako dowódca szwadronu pancernego, Gutowski brał udział w sławnej bitwie w kotle Falaise, gdzie Polacy "przejechali się" po pancerniakach z SS. Polacy byli w tym zamykających Niemców kotle "kor­kiem od butelki". Wtedy M. Gutowskiego odznaczo­no kolejny raz odznaczony Krzyżem Walecznych. Został zastępcą dowódcy Pułku Strzelców Konnych. "Gonili" potem Niemców przez Francję, Belgię aż do Holandii.

Od grudnia 1944 r. do kwietnia 1945 r. miał miejsce postój i wykonywanie dozoru rzeki Mooze. Następnie Gutowski dowodził oddziałem specjal­nym idąc przez Niemcy na Wilhelmshaven. Po za­kończeniu działań wojennych dowodził w Niem­czech dużym obozem liczącym 6 tyś. żołnierzy, w tym także 2 pułkami brytyjskimi. W 1947 r. został ewakuowany do Anglii, a następnie pojechał do Kanady.

Wrócił do ulubionych koni. Ówczesny poziom sportowy jeździectwa kanadyjskiego był stosunko­wo słaby, dlatego też podjął pracę trenera kadry ofi­cerskiej armii kanadyjskiej - jak mówił: "po prostu jako trener zarabiający na życie". Zanim do tego doszło mył - co prawda krótko - samochody za 75 centów za godzinę.

Praca trenerska M. Gutowskiego do 1952 r., jako oficjalnego trenera kanadyjskiego jeźdźców ekipy skoczków i WKKW, a po 1951 r. jeszcze wie­le razy zatrudnianego w tym charakterze nie poszło na marne, gdyż reprezentacja jeździecka Kanady zdobyła na Igrzyskach Olimpijskich w Meksyku w 1968 r. złoty medal. M. Gutowski nadal jest czyn­nym trenerem.

M. Gutowski odwiedza swoją ojczyznę, do której nie mógł z politycznych powodów - jak wielu innych Polaków - wrócić po zakończeniu II wojny światowej. Jeszcze służąc w mundurze polskiego oficera otrzymał w 1944 r. awans na majora, na te­renie okupowanych Niemiec otrzymał w dniu 1 stycz­nia 1946 r. awans na podpułkownika, w 1986 r. przy okazji pobytu w Polsce kolejny awans na pułkowni­ka, a w 1999 r. z rąk prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego awans na generała brygady.

Za zasługi bojowe otrzymał Złoty i Srebrny Order Virtuti Militarii, Krzyż Walecznych (pięciokrot­nie) oraz odznaczenie amerykańskie Legion of Merit i francuskie Croix de Guerre z palmą.