Autor

Jerzy Zielonka

Tytuł

Śmierć Komendanta

Źródło

Przyjaciel Ludu 2/1986

Uwagi

 

 

      Okupacyjne losy por. Jerzego Handke mogłyby dostarczyć fabuły dla porywającego filmu. Pierwszy inspek­tor rejonowy ZWZ AK w Leszczyńskiem, popularnie pisząc Komendant, był bowiem postacią barwną, bohater­ską, a przy tym tajemniczą. Czas za­tarł szczegóły wielu zdarzeń, a mimo to udało się ocalić od zapomnienia sporo wiadomości, rzucających światło na życie i działalność człowieka, który dosłownie igrał ze śmiercią, przechy­trzył nawet poznańskie i leszczyńskie gestapo, by wreszcie zginąć z bronią w ręku w Krzywych Górach pod Wrześnią.

      Okoliczności śmierci Komendanta stanowiły przez wiele lat przedmiot sporów, a także przeróżnych plotek. Powiadano, że zginął w lasach lubel­skich, w szeregach leśnych oddziałów Armii Krajowej. Twierdzono też. że por. Jerzy Handke ukrywał się w Gru­dziądzu, a w ręce hitlerowców wpadł zupełnie przypadkowo. Zabili go, nie wiedząc kogo ujęli. Jedna z bardziej brzydkich plotek — nie wiadomo po co i przez kogo rozpowszechniana — gło­siła, że leszczyński dowódca ZWZ AK zdradził, podjął współpracę z gestapo a kiedy przestał być użyteczny — Niemcy usunęli go jako niewygodnego świadka. Za dużo wiedział. Żadna z tych przedziwnych wersji nie jest prawdziwa. Ostatnią szczególnie się brzydzę, bo stworzyli ją i rozkolpor­towali ludzie raczej nikczemni.

      Jak przeto zginął Jerzy Handke? Jak do tego doszło, że grób pierwsze­go inspektora rejonowego ZWZ AK w Leszczyńskiem znajduje się na cmentarzu w siedzibie województwa? Żona Komendanta Helena Handke, mieszkająca w Gdańsku, w 1985 r. na­pisała wspomnienia o swym mężu. W nim przedstawiła następującą wersję śmierci porucznika:

      „Z relacji pana Józefa Sieradzkiego zamieszkałego we wsi Grabowo koło Wrześni wiem. że mąż mój działał tam jeszcze w konspiracji i miał w lesie kryjówkę. Ukrywało się w niej trzech oficerów. Pan Sieradzki opowiadał mi, że Niemcy zrobili obławę. Jednego oficera chwycili żywcem, drugi — uciekł, ale czy przeżył nikt tego nie wie. Trzecim był mój mąż — Jerzy Handke. Tamtej krytycznej nocy nie byli w lesie, ale u rodziny Kaletów w Grabowie. Gestapowcy wpadli do mieszkania. A nasi — w samej bieliźnie i w butach, bez płaszczy i mary­narek, wyskoczyli przez okno i ucie­kali w stronę Krzywych Gór. Zdążyli wsiąść na rowery pozostawione przez siebie pod oknem. Pojechałam w tam­te strony w 1973 r. Pokazywano mi miejsce, w którym pierwszego z ofi­cerów chwycono żywcem. Hitlerowcy strasznie go bili i zabrali do Wrześni. Mąż mój w trakcie ucieczki został ra­niony — krwawił. Któryś z gospodarzy rzucił mu bandaż, ale Jurek zawijał ranę nerwowo, tak, że bandaż wkręcił się w szprychy koła. Zeskoczył z ro­weru na łące i ostrzeliwał się. Ostat­nią kulę przeznaczył dla siebie...".

      Wydarzenie to miało miejsce zimą. 27 stycznia 1944 r. Można przypu­szczać, że Niemcy nie mieli pewności kogo ujęli. Rozpytywali później krew­nych i znajomych. Zdjęcie martwego Komendanta pokazano także w kwiet­niu, 1944 r. aresztowanym AK-owcom leszczyńskim.

Helena Handke pisze w cytowanych już raz wspomnieniach:

..Ciało  Jurka   gestapowcy   pozostawili na miejscu. Wzywali miejscowych rolników i pytali — czy to jest Jerzy Handke? Gospodarze odpowiadali, że nie znają tego człowieka. Przy pierw­szej próbie identyfikacji zwłok obec­ni byli m. in. Józef Sieradzki i Fran­ciszek Wolkowski. Mąż miał przy so­bie dokumenty na inne nazwisko. Ciało leżało dwa dni. Zlitowali się nad nim ksiądz i kościelny. Owinęli zwłoki w prześcieradło i złożyli w grobowcu na cmentarzu we Wrześni. Za jakiś czas księdza, organistę i kościelnego wywieziono do obozu koncentracyjne­go Gross-Rosen. Ksiądz przeżył i po powrocie z obozu zawiadomił pań­stwa Marcinkowskich z Leszna. Wie­dział, że Jurek był z nimi spokrew­niony i że przed wojną mieli w Le­sznie warsztaty samochodowe".

Szwagier Komendanta — Kazimierz Marcinkowski z Leszna po wyzwole­niu zajął się sprowadzeniem zwłok Przeprowadził ekshumacje. ,a 6 czerw­ca 1945 r. odbył się w Lesznie uro­czysty pogrzeb Jerzego Handke, o czym donosiła wielkopolska prasa.

      Samobójczy strzał znalazł potwier­dzenie.

— Opowiadała mi moja mama — pisze Helena Handke — że w maju 1944 r. przyszli do niej funkcjonariu­sze gestapo i pokazali zdjęcia zwłok Jurka. Głowa była bardzo duża, a ze skroni spływała krew. Po wojnie le­karz orzekł, że strzał oddany był z bli­ska, dlatego głowa była taka duża. Moja mateczka natychmiast odpowie­działa, że to jest jej zięć. Funkcjona­riusze gestapo rozjuszeni odpowie­dzieli, że „ten bandyta" zastrzelił trzech ich oficerów...

      Por. Jerzy Handke nie był zdrajcą. W czerwcu 1943 r. zdekonspirowany, zdołał zbiec spod „opieki" leszczyń­skiego gestapo. Jego ucieczka to zu­pełnie osobny, sensacyjny wręcz epi­zod działalności ZWZ AK na tym te­renie, który będzie przedmiotem od­rębnej publikacji na łamach „Przyja­ciela Ludu". Odnotuję za to z kroni­karskiego obowiązku niektóre dane z życiorysu inspektora rejonowego:

      Por. Jerzy Handke, ps. „Leszek-Grot" urodził się 29 kwietnia 1912 r. w Roszkowie pow. Jarocin. Był siód­mym dzieckiem naczelnika stacji ko­lejowej. W Lesznie ukończył Semina­rium Nauczycielskie, a w Poznaniu — Wyższy Kurs Nauczycielski. I dal­sze szczegóły: 1934 — Szkoła Podcho­rążych w 69 Pułku Piechoty i stopień kapral podchorąży rezerwy; w 1935 r. awans na podporucznika, a w lipcu 1939 r. na porucznika rezerwy. Zmo­bilizowano go do Warszawy w lipcu 1939 r., gdzie był dowódcą magazy­nów wojskowych na Pradze. Od 1934 r. pracował zawodowo jako nauczyciel w szkole zawodowej w Grudziądzu, będąc tamże komendantem przysposo­bienia wojskowego. Związek małżeń­ski zawarł 21 czerwca 1936 r. w Gru­dziądzu. Tamże — 21 października 1937 r. urodził się jedyny syn — An­drzej. Po kampanii wrześniowej osiadł w Lesznie, gdzie pracował jako robot­nik w warsztatach samochodowych i stacji benzynowej swego szwagra Ka­zimierza Marcinkowskiego.

Na cmentarzu w Lesznie znajduje się skromna mogiła z nagrobkiem. Nie ma w napisach ani zasług ani tytu­łów. A mimo to współcześni pamięta­ją ofiarę życia jaką na ołtarzu ojczy­zny złożył por. Handke. Przychodzą na tą mogiłę współtowarzysze konspi­racji i walki, spotkać przy niej można młodzież harcerską.