Autor

Henryk Florkowski

Tytuł

Wspomnienia. Jak zdawałem maturę na tajnych kompletach w Lesznie

Źródło

Przyjaciel Ludu 1-2/2000

Uwagi

 

 

W czasie II wojny światowej hitlerowski najeź­dźca zaprogramował zagładę kultury pol­skiej. W tym też celu zlikwidowano szkolnictwo pol­skie i wszelkie formy życia kulturalnego. W trud­nych warunkach przemocy i terroru, w obliczu za­grożenia narodowego powstał szeroki front walki podziemnej. Jednym z głównych odcinków w tej walce była konspiracja oświatowa. Postawiła ona sobie za cel ratowanie oświaty, wychowania i kultu­ry, ratowanie dusz polskich dzieci i młodzieży.

Jako świadek historii chciałbym przypomnieć nieznane fakty patriotycznej działalności w tajnej nauce młodzieży szkół średnich i ich nauczycieli w Lesznie w czasie niemieckiej niewoli.

Młodzież pokazała wtedy dojrzałość życiową. Uczestnictwo w konspiracji oświatowej stanowiło ważny element przeciwdziałający demoralizującym skutkom wojny.

Tajne nauczanie w Wielkopolsce odbywało się w ciężkich warunkach, a do najważniejszych nale­żały trudności kadrowe i lokalowe. Brakowało na­uczycieli. Dotknęły ich pierwsze represje: rozstrze­liwania, aresztowania, wysiedlenia do Generalnej Guberni. Ci, którzy pozostali, pełni obywatelskiego poczucia obowiązku, wzięli na swoje barki to nie­bezpieczne zadanie. Z braku dyplomowanych na­uczycieli dokooptowano do akcji oświatowej ludzi wy­kształconych z innych zawodów, studentów i ab­solwentów szkół średnich, którzy zostali nauczycie­lami pomocniczymi.

W warunkach okupacji, przy stałej inwigilacji Polaków przez Niemców, tajne nauczanie w Kraju Warty (Wartheland), włączonym do III Rzeszy było bardziej niebezpieczne aniżeli na terenie General­nej Guberni. W nauce nie można też było stoso­wać ani klasycznego toku lekcyjnego ani właściwych metod czy środków pedagogicznych.

Moje wspomnienia stanowią przyczynek do konspiracji oświatowej w Lesznie. Współtwórcą taj­nego szkolnictwa był tu Edward M. Serwański, o czym dowiedziałem się dopiero po zakończeniu II wojny światowej. E. Serwański od 1942 r. był Peł­nomocnikiem Biura Zachodniego Delegatury Rzą­du na Wielkopolskę i wchodził w skład Kuratorium Wojennego inicjującego ośrodki tajnego nauczania. Dzięki ks. Edmundowi Fórmankowi (wówczas robotnikowi budowlanemu), doszło w Lesznie do spotkania E.M. Serwańskiego z prof. Władysławem Rosochowiczem, byłym nauczycielem Szkoły Ćwi­czeń Żeńskiego Liceum Pedagogicznego w Lesz­nie, zatrudnionym jako pracownik umysłowy w Grundstuckgesellschaft. Został on wtedy wtajem­niczony w problem organizacji konspiracji oświato­wej i powierzono mu, po zaprzysiężeniu, kierowa­nie tajnym nauczaniem w Lesznie.

W. Rosochowicz był głównym inspiratorem taj­nego nauczania, traktowanym jako inspektor oświaty i wychowania. Decydował o formach organizacyj­nych nauki. Zaprzysięgał młodych i początkujących nauczycieli, zobowiązując ich do rzetelnej pracy. Przekazywał też im swoje ogromne doświadczenie, udzielał fachowych konsultacji, oceniał wyniki na­uczania, przeprowadzał egzaminy i promocje uczą­cych się.

Retrospektywnie można ocenić tajne naucza­nie w Lesznie jako niebywałe osiągnięcie. Nowo­ścią było też indywidualne kierowanie i nauczanie. Przy tej formie nauki proces wychowawczy domi­nował nad edukacyjnym. Było to oczywiście uza­sadnione, szczególnie ważne było bowiem rozwija­nie świadomości, zdolności samodzielnego ucze­nia się i kształtowanie cech charakteru, postaw i zachowań.

Uczestnikiem tajnego nauczania w Lesznie zo­stałem we wrześniu 1942 r. Do wybuchu wojny w 1939 r. ukończyłem 1 klasę Liceum Ogólnokształ­cącego w Lesznie. Miałem już za sobą przykre do­świadczenia robót przymusowych, pobyt w więzie­niu i obozie karnym i przebyty dur plamisty. Wów­czas byłem zatrudniony jako asystent kontroli mle­ka w Landeskontrollverband Wartheland e.V. w Po­znaniu. Praca moja polegała na kontroli mleczno­ści krów w północnej części powiatu kościańskie­go. Mieszkałem w Zaborowie pod Lesznem, a do pracy dojeżdżałem pociągiem i rowerem.

We wrześniu 1942 r. spotkałem Zbigniewa Tylewicza, swego drużynowego z 1 Leszczyńskiej Dru­żyny Harcerskiej. W czasie rozmowy opowiedzia­łem o swoich wojennych losach Padło też pytanie: Czy się uczę? - Oczywiście tak, - odpowiedziałem. Od czasu niewoli hitlerowskiej głód nauki u mnie był tak duży, że nawet na robotach przymusowych nie rozstawałem się z książkami czy podręcznika­mi. Wtedy Zbigniew Tylewicz zaproponował mi pla­nową naukę w celu przygotowania się do matury. Oczywiście wyraziłem z miejsca zgodę, bo było to po mojej myśli. Posiadałem również, przechowywa­ne w specjalnej skrytce, podręczniki licealne i książki z literatury.

Zbigniew Tylewicz został moim opiekunem i kie­rownikiem w nauce. Później okazało się, że nie tyl­ko moim. Był dla nas niekwestionowanym autoryte­tem. Mieliśmy do niego zaufanie. Imponował twór­czą energią i zdolnościami organizacyjnymi. Znał nas dobrze z pracy harcerskiej od kilku lat, gdyż zajmował się zasadniczo byłymi harcerzami z 1 LDH.

Udział w kompletach tajnego nauczania w wa­runkach okupacyjnych w Kraju Warty wymagał dużo samozaparcia, ostrożności i trzymania w ścisłej ta­jemnicy. Ani rodzina ani nawet bliscy koledzy nie zdawali sobie sprawy, że w Lesznie istnieje zorga­nizowana konspiracja oświatowa. Nauka odbywała się w dwóch oddzielnych grupach: dziewcząt i chłopców.

Moim przewodnikiem był Z. Tylewicz. Postę­powałem według jego wskazówek i zaleceń. Pro­gram nauczania, też za jego radą, przerabiałem z kolegą z leszczyńskiego gimnazjum, Marianem Jagodzińskim. Ani on ani ja nie wiedzieliśmy, czy jesz­cze ktoś poza nami uczy się podobnie. Nie starali­śmy się też tego dowiedzieć.

Ze Z. Tylewiczem spotykałem się w jego miesz­kaniu w Lesznie, przy ul. Wolności 6 (w czasie oku­pacji SchloBstrasse 6), w podwórzu, na parterze. Miejsce to było bezpieczne, bo posiadało dodatko­we, bezpośrednie wyjście na ul. Zieloną (Grune-gasse). Tu też mieścił się punkt konsultacyjny. Tam sam lub z kolegą Jagodzińskim odbywałem konsultacje z Z. Tylewiczem, na których przerabialiśmy i powtarzaliśmy materiał z historii z zakresu liceum ogólnokształcącego. Tam też, dla tych samych ce­lów, spotkałem się z Tadeuszem Maciejewskim (ję­zyk polski). Matematykę, fizykę, chemię przerabia­łem z Józefem Żurkiewiczem we frontowej części domu przy ul. Wolności 6, na l piętrze.

Do konsultacji przygotowywałem się sam lub wspólnie z M. Jagodzińskim u mnie w mieszkaniu w Zaborowie (Am Birkenwald 1), albo na spotka­niach w różnych improwizowanych miejscach. M. Jagodziński by) wtedy robotnikiem budowlanym. Na konsultacje przychodził często z łopatą w ręku, a podręczniki ukrywał pod roboczą bluzą. Miał też kontakt z nauczycielami: Lewandowskim i Grodzi­skim, od których otrzymywał zestawy pytań i zadań do opracowania.

Sam przez cały tydzień pracowałem daleko poza Lesznem. Skąd spotkania z moimi nauczy­cielami odbywały się w soboty i niedziele. Do nauki garnąłem się żywo. Chciałem jak najszybciej nad­robić lata wojny.

Nasi nauczyciele, byli przełożeni w harcerstwie, traktowali swoją pracę jako kontynuowanie służby w ZHP. Stąd konsultacje i dyskusje zawierały ak­cent patriotyczny, który dotyczy) dziejów ojczystych i wzorów osobowych życia i działalności Polaków. Było to bardzo budujące, wychowawcze i ważne dla nas - młodych Polaków, którzy poznali gorzki smak niewoli.

Wiosną 1943 r. zawiadomiono mnie, że nad­chodzi sesja egzaminów maturalnych. W pierw­szym terminie odbył się egzamin pisemny z języka polskiego. Zadanie polegało na napisaniu noweli na dowolny temat, z zastrzeżeniem zakazu porusza­nia problemów niemieckich. Również akcja noweli nie mogła odbywać się na terenach okupowanych.             Miałem pewne trudności z wykonaniem tego zadania. Brak mi było swobody narracyjnej. Nieła­two było skonstruować ciekawą fabułę, a także wy­nikającą z niej końcową myśl. Udało mi się jednak napisać krótki epicki utwór o tematyce bliskow­schodniej, który w oznaczonym terminie oddałem Z. Tylewiczowi. On z kolei zawiadomił mnie, że w następną niedzielę o godz. 10.00 spotkam na Plan­tach, na tyłach fabryki "Kanold" prof. Rosochowicza, który przeegzaminuje mnie ustnie z języka pol­skiego. Znakiem rozpoznawczym miał być nie zapalony papieros w moich ustach.

W oznaczonym terminie spotkałem Profesora Przedstawiłem się, bo mnie nie znał. Udaliśmy się na Nowe Planty (Hindersena) i zaszliśmy aż do lasu kąkolewskiego. Pogoda była chłodna, mglista. W czasie tego spaceru odpowiadałem na pytania z li­teratury polskiej. Profesor nie podarował mi żadne­go, ważniejszego dzieła. Stawiał pytania spokojnie i uzupełniał moje wiadomości. Nie zapomniał o gra­matyce. Była to pouczająca rozmowa dyskusja, w której zorientował się doskonale o moich wiadomo­ściach. Wróciliśmy w pobliże fabryki "Kanolda", gdzie Profesor podziękował mi, życząc zdrowia i pomyślności.

W kolejną sobotę, po południu, odbył się egza­min z języka niemieckiego. Miało to miejsce w mieszkaniu pp. Kaźmierskich, przy ul. Kościańskiej. Tu po raz pierwszy zobaczyłem innych uczestni­ków tajnego nauczania, moich kolegów sprzed woj­ny: Józef Kaźmierczaka, Kazimierza Marchewkę - Marczewskiego, Czesława Pregla-Pregłowskiego. Dwaj ostatni zdawali ze mną egzamin z języka nie­mieckiego, pierwszy zaś z Marianem Jagodzińskim z języka francuskiego. Zdawaliśmy w jednym po­koju, przy dwóch stołach. Rozłożono karty do gry miały symulować, że zebrani grają w brydża. Te­matem pracy pisemnej z niemieckiego były losy bo­haterów romantycznego dramatu niemieckiego G.E. Lessinga "Minna von Barnheim".

Następne miejsce egzaminu wyznaczono w portierni firmy Rudolfa Laska, przy ul. Przemysło­wej, gdzie zatrudniony był ks. Edmund Fórmanek, nasz egzaminator. W izbie, tuż za portiernią, zda­waliśmy z kolegą Proglem-Pregłowskim egzamin z łaciny, matematyki i fizyki. Miało to miejsce w so­botnie popołudnie, kiedy w zakładzie panował spo­kój i nikt nas nie niepokoił.

Po pewnym czasie Zbigniew Tylewicz zawia­domił mnie, że maturę zdałem. O żadnym świadec­twie oczywiście nie mogło być mowy. Dopiero po zakończeniu wojny otrzymałem świadectwo dojrza­łości wystawione 11 kwietnia 1945 r. przez Państwo­wą Komisję Weryfikacyjną do Legalizacji Wyników Tajnego Nauczania w Lesznie, przy Kuratorium Okręgu Szkolnego w Poznaniu.

Nasi okupacyjni nauczyciele byli wspaniałymi, odważnymi i dzielnymi patriotami, którym do końca życia jesteśmy winni wdzięczność i pamięć. Jestem przekonany, że znajdą się badacze, którzy nauko­wo dla potomności opracują całość konspiracji oświatowej w Lesznie.