Autor

Zdzisław Smoluchowski

Tytuł

„Osa”

Źródło

Przyjaciel Ludu 5-6/1995

Uwagi

 

 

Pisemko pod tytułem "Osa" było prawdziwą czar­ną plamą w dziejach leszczyńskiego czasopiśmiennictwa. Miało ono zabarwienie nacjonalisty­czne i siało nienawiść rasową. Zresztą bynajmniej tego nie ukrywało. "Osa" miała w podtytule wytłusz­czony napis: "dwutygodnik poświęcony walce z żydostwem".

Tak więc tolerancyjne Leszno, mające tak po­stępowe tradycje, przygarniające przed wiekami uchodźców różnych wojen religijnych toczonych w Europie, doczekało się w latach 1937-1938 pisem­ka, które stawiało sobie za cel wyrugowanie Żydów z Leszna. Dziwi to jeszcze bardziej ze względu na fakt, iż w omawianym okresie miasto Leszno wcale nie było tak bardzo zasiedlone przez żydowską spo­łeczność. Nawet, słynna w ubiegłych wiekach, leszczyńska synagoga upadła z braku większej liczby wyznawców. Oblicza się, że na 21 tysięcy mieszkań­ców /liczba w zaokrągleniu/ w mieście w roku 1938 mieszkało około 180 obywateli wyznania mojżeszo­wego czyli mniej niż l procent.

Nagonka na Żydów w Lesznie miała podłoże całkiem prozaiczne; ta niewielka garstka Żydów była w mieście bardzo widoczna. Byli to kupcy, drobni wytwórcy, właściciele kamienic czynszo­wych, sklepów, magazynów i hurtowni. Stanowili oni konkurencję dla chrześcijańskich kupców i fa­brykantów. Walka o klienta, o zyski, toczyła się bezpardonowo. Zresztą po obu stronach stosowano rozmaite reklamowe chwyty i manewry z cenami, aby tylko utrzymać się na powierzchni.

Nie wdając się w szczegóły tej handlowej wojny można obiektywnie stwierdzić, że sposoby zwalcza­nia konkurencji przez wydawców "Osy" były skanda­liczne. Była to bezpardonowa, prymitywna propa­ganda, nie gardzącą plotką, pomówieniami, grubiańskimi dowcipami.

10 października 1937 r. ukazała się pierwsza edycja "Osy", której wydawcą było leszczyńskie Stronnictwo Narodowe. Kto pisywał w tym szmat­ławcu trudno dociec, w każdym bądź razie w stopce redakcyjnej napisano: "za redakcję odpowiada Jan Skórski". Autorzy artykułów podpisywali się pseudonimami. lub też były one całkowicie anonimowe.

Stronnictwo Narodowe w owych latach było partią skupiającą elementy prawicowe. Wysuwało hasła Polski mocarstwowej walczącej z komunista­mi, socjalistami. Żydami, demokratami, sanacją i masonerią. Dążyło do polonizacji tzw. kresów wschodnich i było zafascynowane faszystowskimi Włochami. Narodowcy, walcząc z sanacją, nie byli przez władze rządowe dobrze widziani. Tylko okre­sowo następowało zbliżanie się sanacji z SN. W roku 1938 Stronnictwo miało jeszcze jednego wroga, a mianowicie własnych aktywistów prezentujących interesy frakcyjne. Wśród zwolenników narodow­ców wyłoniła się bowiem grupa radykalna, już zupeł­nie awanturnicza. W Lesznie radykalizm Stronnic­twa Narodowego nie przejawiał się w zbyt jaskra­wych formach, niemniej artykuły zamieszczane w "Osie" miały skrajne zabarwienie.

Zdecydowana większość mieszkańców Leszna i okolicy potępiała lub ignorowała "Osę". Rozdawa­no ją początkowo bezpłatnie, przeważnie przed sklepami należącymi do Żydów, w kawiarniach i przed kościołem. Wielu ludzi nie chciało nawet brać pisemka do ręki. Agitatorzy jednak byli natrętni, a odmowę kwitowali wyzwiskami lub groźbami.

"Osa" miała sporo reklam i głosiła, że przyjmuje ogłoszenia wyłącznie od firm chrześcijańskich. Wy­brane na chybił, trafił, 2 reklamy dają pojecie o po­ziomie tego dwutygodnika.

"Nowa drogerja - Marian Koszczyński ulica J. Piłsudzkiego nr 50 poleca wszelkie artykuły toaleto­we domowe, gospodarcze. Drogerja, która od kilku lat wyparła wszelkich dostawców żydów".

"...Żądając wyborową wełnę pończoszniczą Miś przyczyniasz się do odżydzenia polskiego handlu hurtowego. Sprzedając wyłącznie dla odsprzedawców w jedynej chrześcijańskiej hurtowni towarów krótkich Adam J. Misiak - Leszno, Rynek 36".

Tego rodzaju reklamy pojawiały się w "Osie" jedynie w pierwszych numerach, następnie zostały znacznie stonowane i ograniczały się już tylko do treści handlowej. Widać akurat tego rodzaju rekla­ma nie wpłynęła na zachowanie się klienteli, a wręcz przeciwnie uznana została za niegodną kupca. W "Osie" reklamowano także "Gazetę Leszczyńska" jako "jedyny organ narodowy na miejscu". Zwalcza­no popularny dziennik "Głos Leszczyński", który był pismem bardzo wyważonym i chętnie czytanym.

O treści "Osy" można sobie wyrobić pojęcie zapoznając się z paroma tekstami. Na przykład ty­tuły zwykle zawierały słowo "żydowski" lub "żyd", przy czym słowo to pisano zawsze z malej litery. "W walce z żydostwem, Żydowskie marzenia. Demora­lizator w żydowskim osobniku. Nowinki żydowskie, Żydowski dom zbożowy, Odżydzajmy Polskę, Żyd kalmus pod pręgierzem /w tym przypadku nawet nazwisko napisano z małej litery/, Chałaciarze i fra­kowi, Wolał oddać lokal żydowi niż Polakowi, Usu­wajmy handel żydowski z Polski, Żydowskie meto­dy" itp.

Zajadłość redaktorów "Osy" była wielka; począ­wszy od pierwszego numeru zamieszczali oni "ne­krologi" w czarnej obwódce, wymieniając po nazwi­sku mieszkańców Leszna, którzy kupowali u Żydów lub odnosili się do nich życzliwie.

Oto przykłady:

"Po ciężkiej chorobie na judaszowskie srebrniki żydowskie, zakończył swój marny żywot dla społe­czeństwa polskiego Walenty Horobowski, właściciel kilku kamienic, który przez swoje łakoństwo (sic!) "dzielnie" przyczynił się do zażydzenia naszego mia­sta, utrzymując żydów w swojej kamienicy. Za swoją chciwość na srebro i złoto piekło cię spali, nieszczęs­na miernoto. Za takie czyny już cię skarżą na tej ziemi, a na tamtym świecie na twoim tyłku, za brzyd­kie frymarki. będą djabli kuć ciągle - talary i marki".

"Po długim sromotnym kupowaniu tandety u handelesów żydowskich, zakończyła swój żywot dla społeczeństwa polskiego "ciotuchna" żydowska Ma­ria Cichła, żona urzędnika cel. zamieszkała przy Pl. Drą. Metziga".

Koszt druku i kolportażu "Osy" pokrywali miej­scowi kupcy chrześcijańscy, podkreślano też. że wydawnictwo jest wspierane z funduszy Stronnictwa Narodowego w Lesznie. Co prawda budzi wielką wątpliwość wybity na pierwszym numerze "Nakład Gwarantowany 5000", gdyż Leszno jako miasto nie­co ponad dwudziestotysięczne, nie mogło wchłonąć tylu gazetek. Był to oczywisty chwyt reklamowy. Od stycznia 1938 r. informacje o nakładzie zniknęły. a na ich miejscu pojawił się napis: "Opłata pocztowa Uiszczona Ryczałtem". Miało to stwarzać wrażenie, że są już stali abonenci zamawiający czasopismo drogą pocztowa. Począwszy też od tego /8/ numeru zaczęto "Osę" sprzedawać po 5 groszy. Skończyło się więc jej rozdawnictwo. Próbowano też kolportować pisemko poza Lesznem w powiecie leszczyńskim, w Rawiczu, Krzywiniu i Śmigłu. Akcja ta nie przynios­ła powodzenia.

Treść "Osy" była zawsze taka sama. Składały się nań liczne karykatury i napastliwe artykuły wskazu­jące, że wszelkie zło bierze się od Żydów oraz że należy oczyścić Leszno z elementu obcego chrześci­jaństwu. Drukowano spisy "żydofilów", na które to miano można było sobie zasłużyć rozmawiając cho­ciażby z sąsiadem Żydem na ulicy. Wymieniano z nazwiska, z podawaniem adresu, mieszkańców Le­szna i okolicy kupujących u Żydów. Z upodobaniem drukowano niewybredne dowcipy i wierszyki, któ­rych nieudolność szła w parze z zacietrzewieniem. Niektórych miejscowych kupców chrześcijańskich napominano, aby przestali się zaopatrywać w żydo­wskich hurtowniach.

9 listopada 1937 r. ukazał się artykulik zatytu­łowany "Strach przed Osą". Ilustruje on reakcję społeczeństwa, taką, jaką chcieliby widzieć wydaw­cy: "Pojawienie się "Osy" w Lesznie przyjęli żydzi i szabesgoje z przerażeniem i mają ku temu podsta­wy, bo będziemy się starali uprzyjemnić im życie tak aby co rychlej Leszno opuścili, gdzie czują się jak w ziemi obiecanej. Leszno należy do rzędu miast naj­chętniej odwiedzanych przez żydów. Miejscowi żydzi utrzymują się jeszcze dzięki nieuświadomieniu znacznej części ludności polskiej, która jak barany na ubój rytualny idzie do żydów. Smutniejszy jest fakt. że nawet niektórzy kupcy i rzemieślnicy polscy prowadzą konszachty z żydami. Tymi odszczepieńcami zajmie się "Osa" i postara napędzić rozumu do głowy".

Atakowani Żydzi bynajmniej nie byli bierni. 16 listopada 1937 r. w Lesznie zamknęli oni sklepy na 2 godziny, na znak protestu przeciwko zarządzeniu władz uniwersyteckich o oddzielnych ławkach dla studentów żydowskiego pochodzenia.

Na miejscu w Lesznie wniesiono parę spraw do sądu przeciwko oszczerstwom imiennym zamiesz­czonym w "Osie". Zdecydowana większość miejsco­wej inteligencji odcięła się wyraźnie od poczynań narodowców. Żaden nauczyciel poważany w mie­ście nie napisał ani jednej linijki do "Osy", ale i to środowisko było przez wydawców gazetki napasto­wane.

We wrześniu 1938 r. opisano na łamach "Osy" poważaną nauczycielkę, dyrektorkę żeńskiego Se­minarium Nauczycielskiego w Lesznie Jadwigę Mondelską za to, że zakupiła dla internatu łóżka z materacami we Włocławku za sumę 3 tyś. zł i że był to zakup dokonany w firmie żydowskiej. W rezulta­cie kilku oburzonych rzemieślników i kupców lesz­czyńskich ogłosiło w "Głosie Leszczyńskim" protest twierdząc, że dyr. Mondelską zamawia różne towary w Lesznie i nie można jej określać jako "żydofila". Sama bohaterka znalazła się ponad tym wszystkim i w ogóle nie zajęła stanowiska.

Redaktorzy "Osy", począwszy od stycznia 1938 r., zaczęli drukować listy osób. które według obserwacji specjalnie opłacanych "pikiet obywatel­skich" kupowały u Żydów. Oczywiście w wykazach tych nie figurowały nazwiska miejscowej biedoty, bo ta w wyniku ubóstwa musiała kupować tam, gdzie było chociaż o parę groszy taniej. Ale tak zwane obywatelstwo zaczęło się jednak uginać pod wpływem propagandy. Stad też zdarzały się w "Osie" odwołania, np. "Dnia 21.9 wychodził chłopak ze skórą od żyda Kibla, a zapytany przez pikieciarza oświadczył, że jest od p.Rękosiewicza. Możliwe, że chłopak chciał wprowadzić w błąd pikieciarza i za­szkodzić p.Rękosiewiczowi. Prosimy za tym p.Rękosiewicza do sekretariatu Str. Narodowego przy ul. św. Mikołaja 3 w godzinach urzędowania, celem wyjaśnienia powyższej sprawy". Jak widać tego ro­dzaju metody skutkowały, bo już po paru miesią­cach wydawania "Osy" udało się zastraszyć część obywateli Leszna, zaś wydawcy pisemka stali się na tyle pewni siebie, że zaczęli od pomówionych żądać wyjaśnień i wzywać ich do swego sekretariatu.

Zdarzało się, że "Osa" drukowała wyjaśnienia. "Sprostowanie - W ostatnim nr. "Osy" umieszczono, jakoby p.Jankowski. robotnik rzeźni miejskiej kupił trzewiki u żyda Pestmanna. Jak zdołaliśmy stwier­dzić p. Jankowski trzewików u żyda nie kupował, co niniejszym prostujemy". Takie sprostowania nie za­wierały przeproszenia, tylko suche wyjaśnienie, że pomówienie było nieprawdziwe.

Najbardziej politowania godne były kampanie propagandowe ogłaszane w "Osie". Przebiegały one zwykle pod jakimś hasłem, oto niektóre z nich: "Chrześcijańskie dziecko nie może jeździć w wózku żydowskiego kupca", "Wyroby mięsne w żydowskim flaku". "Nie kupować żydowskich słodyczy". W serii artykułów tej ostatniej kampanii pisano między in­nymi, że chrześcijańskie dziecko nie powinno ssać cukierka wyprodukowanego przez firmę będącą własnością Żyda.

Prawdziwe zamieszanie wybuchło w Stronnic­twie Narodowym gdy "Głos Leszczyński" ujawnił, że kilku najbardziej oficjalnie zwalczających Żydów leszczyńskich kupców chrześcijańskich, zaopatruje się w innych miastach, po cichu, w hurtowniach żydowskich. Najbardziej próbowali redaktorzy "Osy" oczyścić z tego zarzutu filar Stronnictwa Narodowe­go w Lesznie Adama J. Misiaka.

Ogólnie można stwierdzić, że bojkot żydo­wskich sklepów w Lesznie się nie powiódł. Bojkot towarzyski, jaki proponowała "Osa" w stosunku do neutralnie lub przyjaźnie wobec Żydów nastawio­nych mieszkańców również się nie udał. Po roku "Osa" stawała się coraz cieńsza, już od wiosny 1938 r. ukazywała się tylko jako druczek czterokartkowy.

Trafiały się też dziwne, jak na program "Osy", teksty. Na przykład gdy w 1938 r. Żydzi w Zdołbunowie sprzedali stojące w ich bóżnicy organy parafii katolickiej, to "Osa" pochwaliła lę transakcję, dono­sząc: "wspaniałe organy za okazyjną cenę nabyto za 13 tysięcy złotych Kościół katolicki".

W Muzeum Okręgowym w Lesznie zachowały się 24 egzemplarze wydania "Osy". Ostatnie datowa­ne jest na 30 października 1938 r. Już jednak od poprzedniego numeru "Osa" ponownie była rozda­wana bezpłatnie. Sprzedaż, jak widać, zupełnie się nie udała. Nie wiadomo jednak, czy po 30 paździer­nika 1938 r. pisemko jeszcze się ukazywało.