Autor

Bronisław Świderski

Tytuł

Portrety w ratuszu leszczyńskim

Źródło

Przyjaciel Ludu 1-2/1995

Uwagi

 

 

Ktokolwiek w Lesznie udaje się na pierwsze piętro ratusza, podpaść temu muszą wiszące na ścianach stare portrety znacznych rozmiarów; kilka innych mniejszych obrazów zdobi w nim ściany niedawno odnowionej sali posiedzeń.

Chociaż jeszcze przed wojną światową za cza­sów niemieckich te same obrazy znajdowały się w holu pierwszego piętra a więc te, które przedstawia­ją całe postacie osób sportretowanych, żaden z nie­mieckich obywateli Leszna nie umiał nam dać bliż­szych o nich wyjaśnień, mianowicie, jakie osobisto­ści one przedstawiają. Tak będąc wskazani na samopomoc orientowaliśmy się o własnych siłach zależ­nie od stojących nam do dyspozycji wskazówek. Oczywiście nie wchodzi tu w grę obraz wiszący po lewej stronie wejścia do sieni, przedstawiający ele­ktora Frederyka V, jednego z pfalzgrafów XVI wie­ku, jak o tem świadczy w lewym górnym kącie płótna w antykwie umieszczony napis. Kurfuerst ten znany w historii niemieckiej jako tzw. Winterkcnig stał z pewnością z braćmi czeskimi w Lesznie w bliskim ideowym kontakcie, jako wielki propagator refor­macji w Europie w początkach XVII stulecia. Dzi­wić się nie można, że podobizna jego poprzez kalwi­nów leszczyńskich dostała się do Leszna. Na żad­nym z innych obrazów nie wykryłem napisu jakiegoś kolwiek, któryby nas wprost orientował co do osoby sportretowanej jak i jej malarza. Jedynie stro­je, w które są ujęte poszczególne postacie, oraz widoczne nieraz symboliczne na malaturach przed­stawione przedmioty jak korony, szyszaki, szpady, ordery i.t.d. stanowią pewne wskazówki o danej epoce sportretowanych osób i o ich stanie społecz­nym. W ten sposób dedukując najpierw o wszy­stkich obrazach powiedzieć można, że rozchodzi się tu o osoby magnackie i nawet królewskiego rodu 18 stulecia.

Po lewej a więc południowej stronie sieni pod­pada nam na ścianie najpierw portret dostojnej ko­biety w kostiumie, jaki nosiły damy z najznaczniejszych rodów w połowie owego wieku. Order, który podtrzymuje ręką na piersi owa pani jest austriac­kim orderem gwiaździstego krzyża (Sternkreuzorden, Damenorden) w roku 1668 przez cesarzową Eleonorę ufundowanym przeważnie dla zasłużo­nych dam dworskich. Po bokach portretu magnatki oraz na przeciwległej stronie sieni, widzimy cztery obrazy chłopców, liczących mniej więcej 12-19 lat. Ujęcie całości owych obrazów, rysy twarzy u wszy­stkich osób, mianowicie okolenie ócz przemawiają za tem, że jest to jedna rodzina, matka i czterech jej synów, na pewno związanych z historią Leszna. Uprzytomnić przecież sobie trzeba, że prawdopo­dobnie obrazy te jak również i portrety z sali posie­dzeń, dostały się na dość często pożarami zniszczo­ny ratusz ze zamku Sułkowskich, z obecnego gma­chu sądowego, po odebraniu go w posiadanie przez miasto z rąk Sułkowskiego, w pierwszej połowie XIX stulecia.

Z wszelkich okoliczności wnosić trzeba, że ma­my tu przed sobą pierwszą dziedziczką Leszna, żonę Aleksandra Józefa Sułkowskiego, który w r. 1738, jak wiadomo, nabył dobra rydzyńskie wraz z Lesz­nem od króla Stanisława Leszczyńskiego. Pani ta była z domu Marianna von Stein pochodzenia au­striackiego.

Przyjrzyjmy się teraz ubraniu czterech jej sy­nów, a znajdziemy i tu cechy charakteryzujące erę pięćdziesiątych lat 18 stulecia, w których prawdopo­dobnie obrazy te jednocześnie powstały. Białe poń­czochy u chłopców oraz odstające od reszty ubrania poły żakietu podtrzymywane fiszbinkami, byty oko­ło 1750 roku w Polsce u młodzieży magnackiej w modzie. Poza tem szpada francuska w stalowej ob­sadzie, długa kamizelka spod której wychodzą u góry żaboty koronkowe i mankiety takie same wy­zierające z rękawów, krótkie spodnie jedwabne, trzewiki z klamrami na czerwonych niskich obcasach wspólnie z białemi pończochami, to strój mag­nackiej kawalerii ówczesnej.

Tak surdut męski, jak suknie damskie rogówka­mi wówczas podpinano, by od ciała a la crinoline odstawały. Byty to stroje francuskie przyjęte nie­omal na wszystkich dworach zachodnio-europejskich.

Około r. 1700 zanika powoli o długich kędzio­rach peruka, robiąc miejsce peruce mniejszej ustę­pującej później peruce z warkoczem (1775 r. Zopfstil). W pamiętnikach pułk. Gajewskiego "Sa­lony drezdeńskie" wyczytałem, że barwa szafirowa była kolorem dworu w Saksonii. Ponadto były tam w owym czasie w modzie suknie jedwabne, aksamit­ne lub sukienne, z dużemi stalowemi lub emaliowanemi guzikami.

Jeżeli jeszcze raz powyższe dane odnośnie do obrazów naszych z historii rodź. Sułkowskich zesta­wimy, to nawet niewielkim znawcom rodowodu Suł­kowskich natychmiast będziem przypuszczalnem, że 4 portrety paniczów zidentyfikować tylko można z czterema synami Aleksandra Sułkowskiego, mini­stra dworu Sasa i króla polskiego Augusta III oraz jego małżonki Marianny z domu hrabianki von Stein, jak wyżej wspomniałem.

Zatrzymajmy się teraz chwilę przy monografii tych właśnie czterech Sułkowskich, którzy w historii niepoślednią odegrali rolę, a o których już nieraz wspomniałem w Głosie (Leszczyńskim).

Najstarszym z nich jest Franciszek Sułkowski dziedzic księstwa Bielickiego na Śląsku. Synem nie­legalnym tegoż był sławny Józef Sułkowski, którego wybitne wprost genialne zdolności zagrażały w Francji samemu Napoleonowi Bonapartemu. Jak wiadomo tragedia Żeromskiego "Sułkowski" jest os­nutą na tle życia owego Józefa Sułkowskiego.

Drugim z braci jest August Sułkowski, znany w Polsce jako twórca ordynacji rydzyńskiej i współzałożyciel "Komisji Edukacyjnej" oraz szef jej w Wiel­kopolsce. On to stworzył w zamku rydzyńskim pierwszy teatr w Polsce, tak, że nawet aktorów swych pożyczał królowi w Warszawie.

Najmniej przesiąkły do nas wiadomości o trze­cim bracie Aleksandrze. Czwarty z rzędu był książę Antoni, który długami po śmierci Augusta zaszargał najwięcej dobra rydzyńskiego; umarł on w r. 1796 jako generał-lejtnant wojsk koronnych. Pod Samo Sierrą odznaczył się w bitwie syn jego Paweł Antoni.

W sali posiedzeń wiszą na ścianach 3 starsze portrety już mniejszych rozmiarów. Obraz na za­chodniej ścianie, pierwszy od lewej ręki, przedsta­wia nam mężczyznę z orderem złotego runa na piersi oraz białego orła z 18 stulecia w zbroi rycer­skiej. Postać ta posiada ostre i energiczne rysy o inteligentnym wyrazie pociągłej twarzy. Z ramion jego opada płaszcz barwy szafirowej. Przypuszczam, że rozchodzi się na owym portrecie o podobiznę Aleksandra Józefa Sułkowskiego, któremu nadał dwór austriacki tytuł książęcy; a więc o męża Ma­rianny von Stein i ojca czterech wyżej wymienionych braci Sułkowskich. Przemawia za tem brak jakich­kolwiek insygni królewskich na obrazie a mianowi­cie okoliczność, że portret ten nie jest pierwszo­rzędnego pędzla i w ujęciu swem najwięcej przypo­mina artystę malarza poprzednio wymienionych po­rtretów rodziny Sułkowskich. Co do zbroi przypusz­czać wypada, że dawniejszy mistrz ceremonii na dworze króla Zygmunta III, którym był za młodu Aleksander Sułkowski, zapragnął być sportretowa-nym w stroju rycerza w jakim za króla Jana III walczył pod Wiedniem jego ojciec. Wspomnieć mi tu wypada, że Aleksander Sułkowski tylko w pier­wszych latach panowania Augusta III sprawował urząd marszałka dworu, z którego skutkiem intryg Briihla przeciw niemu skierowanych ustąpił popadł­szy w niełaskę królewskiej Jegomości.

Na tej samej ścianie sali, lecz już bliżej wyjścia widzimy portret mężczyzny o królewskim ujęciu tła, gdyż obok postaci o ładnej rasowej twarzy w peruce z krótkimi włosami i prawdopodobnie warkoczem spoczywają insygnia monarchy (widoczne korona i berło). Żaboty pod szyją i koronki u rękawów oraz całość stroju przypominają zwykły strój, który spo­tykamy na obrazach przedstawiających króla Stani­sława Poniatowskiego. Portret ten jest tak znakomi­tego pędzla, że sam Bacciarelli nie mógłby się go po­wstydzić.

Na przeciwległej ścianie od stołu magistrackiego zawisł obraz dość duży, przedstawiający silną osobę w szyszaku w peruce o białych dość długich włosach z wstęgą i orderem białego orła na piersiach z sympatyczną, lecz rozlaną twarz Sasów. Na podu­szce aksamitnej z złotem obszyciem i z frędzlami spoczywa obok mało widoczna korona. Na tle obra­zu widzimy drzewo o silnym pniu z złamaną gałęzią. Postać sama widocznie królewskiej osoby pokryta purpurowo aksamitnym płaszczem, podbitym gro­nostajami, jest artystycznie wykonaną przedstawia­jącą korpulentną, wprost otyłą, osobę.

Powątpiewam, czy przedstawia portret ten kró­la Stan. Leszczyńskiego, gdyż trudno sobie wysta­wić, by Leszczyński przyozdabiał się orderem stworzonym przez swego politycznego wroga. Zda­niem mojem mamy tu do czynienia z portretem króla Augusta III (1734-1763), bezpośrednio pana księcia Aleksandra Sułkowskiego, który będąc mi­nistrem ceremonii przy jego dworze, jako dziedzic Leszna w świeżo przez siebie zbudowanym zamku zapragnął mieć podobiznę swego króla i dawniejsze­go dobrodzieja.

W końcu zaznaczyć pragnę, że nie miałem za­miaru wypowiedzieć w powyższym problemie zidentyfikowania owych portretów ostatniego słowa. Przeciwnie cieszyłbym się bardzo, gdyby moje roz­patrywania pobudziły więcej ode mnie powołane i interesujące się tą sprawą osoby do rozwiązania powyższej kwestii dla miasta naszego choć niezbyt ważnej lecz bądź co bądź historycznie dość cieka­wej.

Bronisław Swiderski

 

Od Redakcji: Zamieszczony tekst, datowany na 5 listopada 1928 r., przechowywany był w maszyno­pisie przez rodzinę autora, znanego leszczyńskiego regionalisty i został udostępniony Leszczyńskiemu Towarzystwu Kulturalnemu. W artykule uwspół­cześniono pisownię zachowując oryginalną stylisty­kę drą Świderskiego.