Autor

Henryk Florkowski

Tytuł

Pożar Leszna w 1767

Źródło

Przyjaciel Ludu II(XIV) 1988

Uwagi

 

 

Pożar wybuchł w nocy z 10 na 11 sierpnia. Jego pastwą padło 965 domów. Ogień zaprószył wieczorem o 10 godzinie pachołek żydowski w chlewie przez nieostrożne obchodzenie się z latarnią. Miało to miejsce w domu kowala, stojącym w narożniku ul. Kościańskiej. Działo się to w okresie wielkiego upału i długotrwałej suszy. Ogień przeniósł się błyskawicznie na sąsiednie zabudowania i również na wielką synagogę po drugiej stronie ulicy. Stamtąd zaś przerzucił się na ul. Łaziebną, obejmując ciasną zabudowę budynków żydowskich i dalej ul. Święciechowską. Następnie płomienie sforsowały fosę miejską i zaczęły się palić domy przed Bramą Święciechowską. Równocześnie z ul. Kościańskiej przerzuciły się na ul. Zamkową i Jelenią. Bębny biły na alarm. Mieszczanie ze wszystkich stron zbiegli się na ratunek. Zdarzało się, że ratując innych nie wiedzieli, że w tym czasie w ogniu ginął ich własny dom i dobytek.

Mimo, że noc była bezwietrzna niesamowicie rozgrzane powietrze powodowało szerokie rozprzestrzenianie się płomieni.

W ogniu stanął Wielki Rynek i to na wszystkich czterech stronach. W niebezpieczeństwie był kościół farny. Udało się go jednak uratować. Zapaliła się wieża ratuszowa. Ogień strawił ul. Jelenią, Zieloną, Kupiecką i Rydzyńską. Po zachodniej stronie zapaliło się Nowe Miasto (za ul. Święciechowską i Kościelną) i Nowy Rynek. Zagrożony był kościół luterański. Wmieście słychać było tylko trzaskanie ognia, krzyki, nawoływania, lament i płacz. Wąskie ulice i bramy utrudniały mieszkańcom ucieczkę poza mury. Z pomocą przybyły sąsiednie miasta i wsie z sikawkami, przyrządami dowody, wozami i końmi. Przyjęto ich z wdzięcznością.

Innym problemem było ratowanie dzieci, starych i chorych, których trzeba było ewakuować z miasta w pośpiechu. Zginął porucznik Berkmann, fechmistrz w Rycerskiej Akademii Sułkowskich. Straciło życie 30 Żydów (dorosłych i dzieci) z czego 24-25 osób uznano za spalone.

Dzięki nieustannej akcji ratunkowej, stałemu dostarczaniu ogromnych ilości wody zdołano po południu 11 sierpnia ugasić największe ogniska. Gaszenie jednak trwało jeszcze 8 dni. Choć 13 sierpnia przyszła dobroczynna burza, której towarzyszył ulewny deszcz i ugasił palący się Ratusz i stojące w pobliżu domy. Ogień żarzył się na pogorzelisku przez kilka tygodni. Konieczne było stałe patrolowanie ruin przez straż miejską i licznych ochotników, którzy dobrowolnie zgłosili się do tej pracy.

Po pożarze z pięknego i ludnego miasta została tylko 1/3 część. Z gmachów publicznych płomienie strawiły: Ratusz, wagę, Bramę Świę-ciechowską, szpital katolicki, wielką synagogę, szpital żydowski, jatki rzeznicze i piekarnicze. Obok Wielkiego Rynku spaliły się: ul. Kościańska, Zamkowa (zachował się tu l dom), Jelenia, Wolności, Święciechowska (wewnątrz murów i poza murami), Łaziebna, Mała Nowa, Pańska i Garncerska. W przeważającej części lub conajmniej w połowie uległy zniszczeniu ulice: Kupiecka, Zielona, Rydzyńska, Kościelna, Nowy Rynek, a przed Bramą Święciechowska narożniki ulic: Bukowej i Wschowskiej. Zgorzała część miasta zamieszkała przez Żydów aż do ul. Długiej Nowej i Osieckiej. Zachował się masywnie zbudowany pałac książęcy, 3 kościoły, bramy miejskie (poza Święciechowska). W pozostałych domach w mieście i na przedmurach udało się pomieścić większość pogorzelców, którzy stracili cały swój dobytek. W tej sytuacji z pomocą pospieszyło społeczeństwo okolicznych miast i wsi, a także z dalszych stron. Ofiarowano żywność, pieniądze, materiały budowlane.

Właściciel miasta, książę Sułkowski wydał l listopada deklarację, w której gwarantował

kredyt na drewno, cegłę, wapno i inne materiały budowlane, a takie zwolnienie od kontrybucji na 6 lat.

Po pożarze ukazała się w „wielkoksiążęcym" Lesznie jeszcze jedna publikacja w języku niemieckim, która wyszła z drukarni Pressera. Było to „Leszno w ogniu...", (Lissa im Feur als es im Jahr 1767, in der Nacht vom 10-ten auf den 11-ten August bis auf wenige Gajsen und Hauser, nun schon zum dritten małe, der fressenden Wuth der Flammen zu Theil wurde, mit zitternder Feder geschildert"). Jest to czte-rokartkowy, wierszowany opis pożaru miasta pióra Floriana Webera, wówczas konrektora leszczyńskiej szkoły lulerańskiej.