Autor

Edmund Lepka

Tytuł

O niezwykłym małżeństwie Szpunarów

Źródło

Przyjaciel Ludu 3-4/2000

Uwagi

 

Często nachodzą mnie myśli, że pisząc o wielu zasłużonych ludziach popełniłem grzech za­niedbania. Wciąż odkładałem napisanie wspomnie­nia o człowieku, który przez sześć lat był moim na­uczycielem - wychowawcą wywarł decydujące zna­czenie na kształtowanie charakteru. W dodatku, koleje jego życia mogą stanowić tragiczny a zara­zem sensacyjny scenariusz filmu o losach Pola­ków w okresie l i II wojny światowej. Sądziłem, że uda mi się zebrać więcej materiału albo, że wyrę­czy mnie któryś z żyjących jeszcze kolegów, rów­nież wychowanków tego niezwykłego człowieka -profesora Juliana Szpunara.

Pochodził z Rzeszowa, w którym też spędził dzieciństwo i lata młodzieńcze. Po ukończeniu szko­ły ludowej oraz seminarium nauczycielskiego pra­cował w szkołach w Herszanowej, Głogowie i Rze­szowie. Był równocześnie bardzo aktywnym dzia­łaczem "Sokoła" i skautingu. Wybuch l wojny świa­towej spowodował całkowitą zmianę jego życiowych planów. Powołany do wojska austriackiego i wysła­ny na front rosyjski, dostał się w bitwie pod Fajsławiem do niewoli, która zapoczątkowała jego tułacz­kę po niezmierzonych obszarach carskiego impe­rium. W czasie rewolucji wycofywał się z Polską Dywizją Syberyjską, a po jej rozbiciu wskutek zdra­dy Czechów, przedzierał się w kierunku Władywostoku. W Krasnojarsku znalazł schronienie w domu lekarza Wiktora Fiwegera, syna zesłańca z powsta­nia styczniowego. Zakochał się z wzajemnością w jego córce Kazimierze, studentce medycyny, co zakończyło się zawarciem małżeństwa. Narastają­ce trudności życia i zagrożenia wynikające z toczą­cej się wojny domowej oraz wieści o niepodległości kraju, spowodowały podjęcie decyzji o powrocie do ojczyzny. Okrężną drogą dotarł przez Mandżurię, Chiny, Ocean Indyjski, Kanał Sueski, Morze Śród­ziemne, Gibraltar, Atlantyk do Anglii a z niej do Pol­ski. Był rok 1920. Doktor Fiweger rozpoczął w War­szawie praktykę lekarską a młode małżeństwo koń­czyło studia. W 1923 r. wszyscy przenieśli się do Leszna i zamieszkali przy obecnej ulicy Słowiań­skiej, (wtedy Dworcowej) niedaleko ówczesnego Hotelu Dworcowego. Natychmiast rozpoczęli nie tylko pracę zawodową ale także włączyli się w nurt pracy społeczno-kulturalnej. Profesor Szpunar do 1939 r. byt cenionym wykładowcą języka polskiego w seminariach nauczycielskich, a po ich likwidacji (1935 r.) w Gimnazjum i Liceum Męskim a także (po prof.. Karpińskim) w gimnazjum niemieckim przy kościele Św. Krzyża. Pani dr Fiweger-Szpunarowa, specjalista pediatrii, była równocześnie lekarzem w szkołach żeńskich. Głównym jednak terenem ich działania była praca społeczna i literacka. Prócz czynnego udziału w różnych organizacjach kobie­cych i PCK Szpunarowa miała czas na napisanie i wydanie kilku zbiorków poetyckich m.in. "Na ojczy­stej niwie", "Pod obcym i swojskim niebem" oraz zbioru opowiadań syberyjskich p.t. "Karakut", dedykowanego zmarłemu w czasie drogi do ojczyzny w chińskim Dejrenie dziadkowi.

W latach 30-tych grano w Lesznie jej sztukę teatralną p.t. "Wczoraj i dziś". Przyjaźniąc się z kom­pozytorem F. Nowowiejskim na jego prośbę napi­sała tekst do kompozycji "Ballada o Gdańsku".

Julian Szpunar również posiadał uzdolnienia literackie i wiele jego utworów drukowano w gaze­tach leszczyńskich i poznańskich oraz w takich cza­sopismach jak: "Ziemia Leszczyńska", "Czuwaj" czy "Kronika Gostyńska". Szczególnym jednak polem jego działania były znakomite prelekcje i organiza­cja różnych obchodów patriotycznych spotkań lite­rackich oraz tzw. "wieczornic". Na kilku z nich de­klamowałem wiersze. Szczególnie dokładnie zacho­wałem w pamięci spotkanie z Edmundem Osmańczykiem, ponieważ recytowałem na nim dwa jego wiersze. Gdy piszę teraz, wskrzeszam tamte lata lekcje języka polskiego, a przede wszystkim pro­wadzoną przez Profesora wycieczkę rowerową Szlakiem Mickiewicza i spotkanie z pułkownikiem Dzierżykrajem-Morawskim w Oporowie.

Jako prezes Związku Obrony Kresów Zachod­nich (później Związek Zachodni) prof. Szpunar, szczególnie interesował się położeniem Polonii w Niemczech. W wystąpieniach domagał się dla niej takich samych praw i swobód, jakie posiadali Niem­cy w Polsce. Spowodowało to, że hitlerowcy umie­ścili jego nazwisko na czele listy Polaków przezna­czonych do likwidacji.

Ostatni raz spotkaliśmy się w tragiczny pią­tek 1 września 1939 r. rano, po ostrzelaniu Leszna przez niemiecką artylerię. Był załamany, ponieważ podważona została jego wiara w mocarstwowość Polski. Radził mi opuścić miasto. Jak się później dowiedziałem, rowerem a potem pieszo przez kilka tygodni przedzierał się wśród wojsk niemieckich nim dotarł do Brześcia, gdzie spotkał się z żoną. Jako uciekinierzy i obcy, nieznani w środowisku tamtejszym, uniknęli aresztowania i wywózki przez NKWD i doczekali nowej hitlerowskiej okupacji. Pracowali w swoich zawodach, a równocześnie działali w pod­ziemiu jako zaangażowani żołnierze Armii Krajowej. Krótko przed wycofaniem się Niemców prof. Szpunar został aresztowany, a śmierci uniknął tylko dzięki swej świetnej znajomości niemieckiego, w którym to języku przekonał decydującego o wyroku oficera o swej niewinności.

Po zajęciu Brześcia przez wojska radzieckie nadal uczył w polskiej szkole, a wierząc w "praw­dziwe wyzwolenie" nie ukrywał swego patriotyzmu, co doprowadziło go do aresztowania. Przeszedł przez więzienia Brześcia, Mińska, Łubiankę i gułag od Nowosadów do Spaska. Przeszedł głód, tortury, pracę ponad siły i całe, dziś znane piekło sowiec­kich obozów. Zwolniony został dopiero w 1956 r., z możliwością wyjazdu do Polski. Podobną drogę przeszła jego żona aresztowana w 1950 r, a uwol­niona też w 1956 r. W Lesznie nikt nawet nie my­ślał, że jeszcze żyją, gdy w połowie 1957 r. pojawiło się dwoje wynędzniałych ludzi, którzy po przeszło 15 latach strasznej poniewierki na "nieludzkiej zie­mi" powróciło, by zamieszkać w swoim domu. Wró­cili do miasta w którym spędzili swe najlepsze lata i któremu oddali wszystko, co mieli najlepszego a za którym najbardziej tęsknili, jak napisał Profesor w wierszu "Drogiemu miastu".

Niestety, domu w Lesznie Szpunarowie nie znaleźli. Cały ich międzywojenny dorobek został w czasie okupacji rozproszony i częściowo zniszczo­ny - w tym kilkutysięczna biblioteka. Mieszkanie zaj­mowali inni lokatorzy, a władze miasta nie mogły, czy też nie chciały, znaleźć dla tak tragicznie przez los doświadczonych wygnańców żadnego pomieszczenia. Nie znalazło Leszno miejsca dla tak zasłu­żonych jego obywateli, dla człowieka poszukiwane­go przez Gestapo listami gończymi z wyznaczoną 1000-markową nagrodą dodatkową za wskazanie miejsca jego pobytu.

Gorzej niż po macoszemu potraktowani przez miasto, któremu tak wiele dali, zostali zmuszeni do poszukiwania nowego miejsca na niewdzięcznej zie­mi. Przytułek znaleźli u krewnych w Wiśle. Nie spo­tkałem się już z Profesorem ale wiem od kolegów i znajomych, że tragiczne przejścia nie załamały go i nadal działał na swej ukochanej niwie kulturalno oświatowej i społecznej. Pracował w szkolnictwie, był cenionym prelegentem TWP a czasopisma skwapliwie drukowały jego artykuły i eseje oraz wier­sze, których zarysy w większości powstawały, tam gdzie nie miał możliwości ich napisania - w więzie­niach i gułagach. Cała ta twórczość przepojona jest głębokim patriotyzmem i wiarą w siły i dobroć czło­wieka. Dziełem jednak najważniejszym jest pamięt­nik, dzieje jego niezwykłego życia pod znamiennym tytułem - "Moje pokolenie".

Pamięć o tej niezwykłej parze małżeńskiej odejdzie wraz z moim pokoleniem, choć może w czyjejś pamięci tkwią postacie dwojga starych ludzi w dziwnych jak z ubiegłej epoki ubraniach - ona w czarnej do ziemi sukni, a on w tzw. "litewce" zapi­nanej pod szyją. Tak wyglądali, gdy w 1957 r. przez pewien czas snuli się ulicami Leszna, z daremną nadzieją otrzymania przydziału mieszkania. Zagro­żony był również grób ojca Pani Szpunarowej - doktora Fiwegera na leszczyńskim cmentarzu, ponie­waż nie było nań prolongaty. Uratowano go tylko dzięki interwencji kilku byłych wychowanków Pro­fesora, z nieżyjącym już Janem Kuczkowskim na czele.

Państwo Szpunarowie mieszkając w Wiśle w suterenie willi "Światłocień" w miarę sił i możliwo­ści włączali się w życie społeczno-kulturalne śro­dowiska ale przede wszystkim uzupełniali swoje utwory i pamiętniki. Pani Kazimiera zmarła w 1970 r., przeżywszy 77 lat. Po jej śmierci, zmuszony szyka­nami do opuszczenia, ostatnie cztery lata swego życia Profesor zmuszony był spędzić w Domu Opie­ki Społecznej w Cieszynie. Zmarł 6 kwietnia 1974 r. W Lesznie pozostała w Miejskiej Bibliotece wyda­na przez niego w 1934 r. książeczka "W Kosowie nad Obraz wizytą u St. Helsztyńskiego" (z którym się serdecznie przyjaźnił). O Nim zaś zostało kilka wspomnień jego uczniów a moich kolegów - H. Florkowskiego w "Panoramie" z 2.V.1991 r., F. Czarneckiego w "Przyjacielu Ludu" w l Zeszycie z 1990 r. W ABC w numerach 118 i 120 z 1991 r. wspomnie­niami podzielił się Jan Florek, wnuk brata Juliana Szpunara.

Z okazji złotych godów P. Szpunarów ukazał się w Dzienniku Zachodnim z 5. IV. 1969 r. artykuł wspomnieniowy Ireny Falkin p.t. "Potrzebni sobie jak chleb". Pozostały jej wzmianki w książkach ro­dziny Skorupków - w "Kto przy Obrze temu dobrze" (ojca Tomasza) "Moje morgi i katorgi" (syna Waw­rzyńca z Żakowa) w "Kronice rodzinnej" (syna Sta­nisława Skorupki-Helsztyńskiego).

Cała spuścizna po zmarłych przekazana zo­stała w Muzeum Okręgowemu w Rzeszowie i sta­nowi bogaty i bardzo cenny materiał do naukowego opracowania dziejów Polaków w okresie od l wojny światowej do III Rzeczypospolitej.

Pozostały również na leszczyńskim cmenta­rzu prochy Wiktora Fiwegera, pułkownika V Pol­skiej Dywizji Syberyjskiej, tułacza, który miał szczę­ście złożyć kości w wolnej i ojczystej ziemi. Miejmy nadzieję, że skromny nagrobek pozostanie tam po wsze czasy.