Autor

M. Ziemski, T. Piechocki

Tytuł

Kto nie zna Leszna, nie zna Polski

Źródło

„Wszerz i wzdłuż ziemi wielkopolskiej”

Uwagi

 

 

W GNIEŹDZIE RODÓW:  LESZCZYŃSKICH I SUŁKOWSKICH.

 

      Zparafrazowaliśmy właściwie pewne przysłowie, z którem się można było dawnemi czasy spotkać. Mówiło się wówczas: „Kto Leszczyńskich nie zna, Pol­ski nie zna". Niewiele jest przesady w twierdzeniu, iż, żeby znać Polskę, trzeba znać i historję rodu Leszczyńskich i Leszna. Jest bowiem w historji rodu Lesz­czyńskich wiele momentów i cech, które dają istotny przekrój duszy ówczesnego Polaka. Taki Rafał III Leszczyński, magnat butny, człowiek burzliwego charakteru, obrońca zawzięty klejnotów szlacheckich, serdecznie gościnny, posuwający swoją religijną tolerancję zadaleko, skłonny do kontemplacyj religijnych, kunsztów wszelakich i oświaty protektor wielki.

      A znowu Leszno. Historja tego starożytnego miasta to historja Polski. Początki zagubione w mitycznej przeszłości. Rozwój szybki aż do stopnia potęgi; i nieszczęścia: zgliszcza pożarów, łuny wojenne, warcholstwo i indyferentyzm religijny. Cierpienia za­borcze po męczeńsku znoszone i pewność ostatecznego zwycięstwa.

      Za chwilę wsiądziemy do pociągu. Zamykamy więc broszury, mówiące o Lesznie i spieszymy do pociągu. W kącie wagonu opadły nas wizje, wyrosłe ze słów kronikarza.

      Przez olbrzymie przestrzenie puszczy nietkniętej jeszcze, poprzez ciasne wąwozy górskie posuwa się wielki, barwny orszak królewski. To nadobna Czeszka, księżna Dąbrówka przebywa olbrzymią przestrzeń między czeską a polską stolicą. Niesie w dani pia­stowskiemu królowi Mieszkowi rękę swoją białą a Polsce całej wiary katolickiej blaski.

      Nielada trzeba głowy, żeby ustrzec wielki orszak od jakowego nieszczęścia i poprowadzić go szczęśliwą drogą przed Mieszka tron. Ale taką właśnie głowę na mocnym karku posiada sławny rycerz z Mieszkowej drużyny - Filip Wieniawita - Persten.

      A gdy dzielny Wieniawita pokłoni się na czele orszaku swemu królowi, ten w uzna­niu jego zasługi odda mu wielką połać wschowskiej ziemi z pięknemi wsiami, wśród któ­rych perłą będzie — Leszczyna.

      I z małej, lecz bogatej wsi urośnie kiedyś piękne miasto wielkopolskie siedziba Leszczyńskich i Sułkowskich — Leszno.

      Potężny ród książąt Leszczyńskich siedział na swym obronnem zamczysku i dawał Polsce wojewodów, arcybiskupów, starostów... A rozwój Leszna miał zawsze na gorą­cem sercu. Rosło więc Leszno, potężniało.

      Wyjechał w r. 1476 z zamku Rafał Leszczyński, by pakt konkordji między Fryderykiem III, cesarzem niemieckim, a swoim panem — Kazimierzem Jagiellończykiem czynić. Dostanie za to od Fryderyka III tytuł hrabiego Rzeszy. Do czarnego łba żubra z pierścieniem w nozdrzach przybędzie wtedy na tarczy herbowej Leszczyńskich i lew, trzymający miecz, potężną przednia łapa.

      A sława wielkiego rodu rozniesie się po świecie całym.

      Lata 1516, 1517: — przez granicę czesko-polską, na gościnną polską ziemię pomy­kają gromadki biednych uchodźców. To członkowie Jednoty Braci Czeskich uciekają przed prześladowaniami ze swej rodzinnej, czeskiej ziemi. Polska, jak zawsze gościnna, gościn­nie Braci przyjmuje. A już najgościnniejszego przyjęcia doznają u Leszczyńskich, którzy pod bokiem własnej Leszczyny, osadę Leśną dla Czechów tworzą. Rafał III nada jej jesz­cze w 1549 r. prawo magdeburskie — i Czechom zacznie się dziać lepiej, niż gdziekolwiek i kiedykolwiek.

      Butny Rafał III, głowa polskich dysydentów odstępuje w r. 1550 od wiary kato­lickiej, przyjmuje religję Braci Czeskich i oddaje im kościół katolicki z wszystkiemi jego legatami.

      A w r. 1555 zakłada w Lesznie szkołę którą potem w latach tysiącsześćsettrzydziestych największy z Leszczyńskich, Rafał V, mąż wszelkich sciencyj pełen, polityk, astro­nom, poeta, władający siedmioma językami wespół z Amosem Comeniusem wielkim czeskim pedagogiem, postawi w najpierwszym rzędzie uczelni europejskich.

      Rozwinęło się wówczas i samo Leszno, że jak równe z równemi konkurowało zarów­no swojem życiem gospodarczem jak i kulturalnem z Poznaniem.

      W niebo strzelały wieże czterech kościołów, przy 20 ulicach rozsiadło się 1600 do­mów, dających dach nad głową 12.000 mieszkańcom.

      W latach 1637—1639 wyrósł na rynku piękny ratusz, „cui parem praeterąuam Posnaniae non habuit Polonia Maior".

      Po wielkim ojcu przyszedł mały syn. Gdy podczas najazdów szwedzkich przyjmie w bramach miasta Szwedów, uznany zostanie Bogusław Leszczyński za zdrajcę Ojczyzny. I Czesi, przygarnięte przez gościnną Polskę włóczęgi będą mieli możność okazać swą czarną niewdzięczność przez zdradzieckie pakty z najeźdźcą.

      Zajaśnieje jeszcze wielkim blaskiem ród Leszczyńskich, gdy jego potomek Stani­sław włoży na głowę swą królewską koronę. Lecz dla Leszna blask ten oznaczać będzie łunę pożarów wojennych. Sam król Stanisław wygnany po niesławnej abdykacji przybędzie do ukochanego Leszna po raz, ostatni w r. 1736. Przybędzie w towarzystwie kawalera Dandelot: jako kupczyk w przejeździe do Warszawy. Habent sua fata...

      A córka jego biedna, dobra królewna Marja chodzić będzie smutna i zamyślona po komnatach Wersalu i alejach tuilleryjskich. I będzie myśleć: o swym królewskim mał­żonku, Ludwiku XV, lekkoduchu i lamparcie, o krótkich chwilach szczęścia, o Polsce, o swem gorącem sercu ...

      Łzy biednej Marji zagaszą blask wielkiego rodu.

      Wielkość miasta Leszna zaczęli znowu dźwigać — Sułkowscy herbu Sulima. Młod­szy ten o wiele ród przejął przez swego pierwszego wielkiego protoplastę — Aleksandra, nadwornego łowczego litewskiego w r. 1738 dobra rydzyńskie i Leszno.

      Potem już historja Leszna wybija swe epoki w takt urodzin i zgonów Sułkowskich.

      Poprzez Aleksandra Józefa Sułkowskiego, domniemanego syna Augusta II i ulu­bieńca III, który to Aleksander Józef wyniósł swój ród do rzędu magnackich przez tytuł hrabiowski, otrzymany od cesarza. Po nabyciu księstwa bielickiego na Śląsku otrzymuje i tytuł książęcy. Buduje się zamek w Lesznie, zamek w Rydzynie. Przychodzi straszny pożar r. 1790. Dom Sułkowskich w synach Aleksandra dzieli się na 2 linje: bielicką i rydzyńską. Założycielem pierwszej staje się Franciszek Sułkowski, którego syn natu­ralny, sławny książę Józef Sułkowski, każe potęgą swego wojennego genjuszu krzyknąć przez usta francuskiego polityka Carnot pociechę dla Francji: „Gdybyśmy nie mieli Bonapartego, mamy Sułkowskiego". Ale Bonaparte nie mógł znieść alternatywy, i Sułkow­ski zginął w Egipcie. Została po nim piękna legenda i tragedja Żeromskiego.

      Założycielem linji rydzyńskiej był ks. Antoni, generał wojsk koronnych, wojewoda gnieźnieński w r. 1786. Niesławną kartę tworzy w historji rodu Sułkowskich życie targowiczanina — Antoniego, choć tak bardzo przyczynił się on do rozwoju Leszna i rewindykacji sławy jego gimnazjum.

Potem szedł już stopniowy upadek rodu Sułkowskich, aż do śmierci ks. Antoniego Sułkowskiego ( 1907), który zdołał przeżyć obu swych synów Aleksandra i Franciszka.

Zabrakło Lesznu Sułkowskich, ale nie zabrakło wielkich obywateli i patrjotów, gdy o takich w r. 1918 upomniała się zmartwychwstająca Rzeczpospolita.

Właśnie pociąg zatrzymał się na ładnym, leszczyńskim dworcu.

POWIAT NASZ ŻYJE BEZ DEFICYTU

U starosty leszczyńskiego p. Zenktelera.

      Pierwsze nasze kroki kierujemy do najwyższego przedstawiciela władzy rządowej na terenie całego powiatu leszczyńskiego — p. starosty Zenktelera.

Przejeżdżamy więc znowu całą „reprezentacyjną" ulicę dworcową, jadąc obok ład­nych, nieraz b. efektownych wystaw sklepowych, które często dają nam złudzenie, że je­steśmy w Poznaniu.

      Za chwilę stajemy przed ładnym budynkiem starostwa, ukrytym w głębi gęstego parku.

Pana starostę zastajemy przy dokończaniu jednej z wielu konferencyj co do po­życzki narodowej. Po chwili dochodzimy do głosu.

      — Jak wygląda gospodarka powiatowa, Panie Starosto!

      — Wobec jaknajdalej posuniętych oszczędności budżetowych oraz stopniowego umniejszania poszczególnych pozycji budżetu doszliśmy do tego, że zamykamy nasz bud­żet cyfrą 300.000 zł. Jest to więc obraz gospodarki bardzo skromnej.

      Ale zato możemy nie bez dumy powiedzieć, że powiat nasz dotąd w żadnym roku nie miał deficytu. Zawsze nasze jaknajskrupulatniej przestrzegane zasady oszczędności wyprowadziły nas pod koniec każdego roku budżetowego na twardy grunt równowagi bud­żetowej. W tym roku mamy skromny niedobór, ale posiada on pokrycie w zaległościach.

      Nie chcemy się chwalić; być może na ten dodatni stan rzeczy wpłynęły decydująco i inne przyczyny. Nie mamy np. szpitala powiatowego, niema więc obciążenia budżetu od tej strony. Nie posiadamy także kolejki powiatowej, któraby przez swe deficyty mogła wpłynąć ujemnie na kształtowanie się równowagi budżetowej.

      Ale zato mamy kulę u nogi w postaci dużego miasta — Leszna. Bo proszę zważyć, że my z miasta nie mamy żadnych wpływów poza skromniutką sumą ca 600 zł rocznego podatku gruntowego. Natomiast mamy z jego tytułu mnóstwo kłopotów i wydatków. Klę­ska bezrobocia, która przecież zawsze najgroźniej przedstawia się w mieście leży na na­szej głowie. Bezrobotnych miejskich my zatrudniamy. Mamy spowodu miasta ogromnie napęczniały resort spraw karno-administracyjnych, że czasem część starostwa na cały dzień zamieniać się musi jakby w salę sądową. Musimy posiadać także rozbudowany moc­no referat przemysłowy.

      Jednem słowem mamy na głowie wszystkie troski jakie ma starostwo z dużem mia­stem niewydzielonem, a nie mamy z tego tytułu żadnych prawie korzyści.

-          Drogi w powiecie Pana Starosty, jeśli te rzeczy można oceniać z okien pociągu wyglądają wcale dobrze?

-          O proszę pana, jest już z niemi coraz gorzej. Bo nawet drogi niekonserwowane należycie muszą wkońcu dojść do ruiny. A my nie mamy pieniędzy na należytą kon­serwację. Taka szosa państwowa z Leszna do Rawicza, jest już coraz bliższą ruiny. Do­staniemy ją do konserwacji być może w takim już stanie, że nie będziemy jej mogli nic pomóc. Jeśli chodzi o inwestycje, to nie mamy się czem zbytnio chwalić. Nie mam na tem polu prawie żadnych „wyczynów". Zawsze obawiałem się zaciągania pożyczek nawet na te cele, mam bowiem przekonanie, że pożyczki dla gospodarki powiatowej są właściwie zgu­bą. Od pewnej chwili zaczyna się bowiem pracować na procenty. Ale mimo to zbudowaliś­my kilka nowych domów powiatowych. Założyliśmy duży ogród powiatowy z domkiem po­środku, gdzie gospodarzy Zw. Pr. Ob. Kob. wykorzystując teren dla swego przedszkola, które tam prowadzą.

-          A jak przedstawiają się stosunki polityczne na terenie powiatu? Sprawa ta zaw­sze wygląda dobrze w powiecie Pana Starosty.

-          Zmieniło się tylko na lepsze. Wyrazem tego np. są ostatnie dni, kiedyto całe społeczeństwo idzie ławą do subskrybowania pożyczki narodowej. Nic dziwnego, że po­życzka narodowa odniesie u nas pełny sukces. Przecież nasze tutejsze społeczeństwo kre­sowe zawsze było zahartowane w walce o dobro Państwa. Tu u nas w powiecie leszczyń­skim ustosunkowanie i nastawienie jest konsekwentnie prorządowe. Jeśli chodzi o pro­cent mniejszości to w naszym powiecie zmniejszył się on z 19 na 17%. Mniejszość niemie­cka jest skoncentrowana dość silnie na samem pograniczu.

-          Podobno powiat leszczyński jest bardzo urodziwy?

-          Chwilami nawet bardzo! Uważam, że niema przesady w tem, co się mówi o na­szym powiecie pod względem jego urody. Błogosławieństwem dla bezrobocia naszego jest kilka dużych firm w naszem mieś­cie. Każda z nich zatrudnia pewną ilość osób, tak że ktoś z rodziny bezrobotnych zawsze gdzieś pracuje. I tak fabryka cukierków „Kanold" zatrudnia przeszło 100 dziewcząt, po­tem idzie f-ma Budolfa Łaski „Skup surowców krajowych". Fabryka papy i t. d.

-          Jeszcze usłyszelibyśmy chętnie kilka słów o Powiatowej Kasie Oszczędności, która podobno świetnie tu idzie.

-          Prosperuje rzeczywiście niezwykle. Mamy w niej do 3½ miljona wkła­dów oszczędnościowych. Ciężkie czasy, w jakich żyjemy, nałożyły na nas obowiązek nie­sienia pomocy rolnictwu. W bardzo ciężkiej sytuacji znajdują się także nasze większe ma­jątki ziemskie. Będziemy im także usiłowali pomóc i dużo się o tem u nas myśli.

-          O czem jeszcze chciałby Pan Starosta powiedzieć?

-          O tem chyba, że mamy tu pewien przykry problem komunikacyjny. Mówią u nas wszyscy, że koniecznością byłoby ze strony Kolei Państwowych dać możność spragnionym słońca, powietrza, lasu i wody szerokim masom społeczeństwa m. Leszna częstych wyjazdów do pięknie położonych Grotnik i Boszkowa przez przydzielenie temu odcinkowi kolei biletów zniżkowych.

Żegnamy niezwykle sympatycznego i energicznego p. starostę i opuszczamy gmach starostwa.

 

 

MUSIMY NASZĄ TĘŻYZNĘ I UCZCIWOŚĆ EOZSŁAWIAĆ PO CAŁYM ŚWIECIE.

Piękno kościoła farnego odkrywa nam Jcs. proboszcz Jankiewics.

 

      W biurze parafjalnym ruch. Jakaś kobiecina opowiada o śmierci kogoś bliskiego. Ktoś inny twierdzi, że musi się jąkną j szybciej ożenić.

      Księdza proboszcza niema w biurze, ale jest bardzo zajęty. Mimo to zjawia się za chwilę w kościele, po którym błąkamy się już od paru minut. W kościele uderza na pier­wszy rzut oka jego niezwykła jasność, efekt osiągnięty dzięki wielkiej ilości okien i przez swoisty, bardzo miły dla oka koloryt ogólny kościoła. Wszystko jest w nim albo jasne, bielutkie, albo złote. Czasem, rzadko zjawia się jeszcze łagodna zieleń. Ks. Proboszcz tłumaczy się nam ze skromności zabytków w swoim kościele. Więc o tem, że kościół jest bardzo stary, ale przechodził różne koleje, po których stał się biedny w zabytkowe, cenne rzeczy. Że całe Leszno było niegdyś miastem heretyków. Zjawili się tu w XVI wieku i trzymali kościół katolicki w swoim posiadaniu od 1550—1600 r. Niszczyli wszystko, co katolickie. Wynieśli się wkońcu do swojego kalwińskiego kościółka, ale zabrali wszystko, co było cenne, więc kielichy, antypendja itp.

      Potem przyszły pożary, które strawiły piękną wieżę. Wieże miały być odbudowane przed wojną, ale wybuch wojny stanął temu na przeszkodzie. Kościół został przed dwoma laty odmalowany wewnątrz a często jest odkurzany. Świeci też czystością i uderza miłemi zestawieniami barw. Amatorom baroku musi przypaść do gustu pyszna ornamentyka całego wnętrza kościoła, a szczególnie spodobają im się naprawdę śliczne ołtarze boczne. W ołtarzach tkwią stare wartościowe obrazy, które cudem ocalały. Obraz boczny znajduje się obecnie w stadjum odnawiania, nie możemy więc należycie docenić jego wartości. Zato dużo czasu i uwagi poświęcamy dwom pięknym pomnikom po bokach nawy głównej. Są to grobowce Leszczyńskich. Napis na jednym z nich mówi o biskupie łuckim, Bogusławie Leszczyńskim z II połowy XVII wieku. Piękna rzeźba, ukryta w niszy, a pod nią napis, głoszący sławę „restauratoris eclesiae". W drugim grobowcu, po prawej stronie kościoła le­ży jeden ze sławnych Rafałów Leszczyńskich — Eafał ks. Leszczyński, królewski skar­bnik. Ojciec króla Stanisława Leszczyńskiego i dziadek nieszczęsnej Marji Leszczyńskiej, żony Ludwika XV.

      Ks. proboszcz pokazuje nam, dokąd sięgał dawny kościół, a która jego część zo­stała dobudowana. Nowa część, to obecne prezbiterjum, z głównym ołtarzem, który da­wniej stał dużo bliżej głównego wejścia. Widać zresztą zupełnie wyraźnie, że ściana, która obecnie stanowi tło dla głównego ołtarza, jest dla niego zaduża.

      Spoglądamy jeszcze na wielopiętrową wieżyczkę, nad amboną, przeładowaną wynatu­rzoną już ornamentyką barokową, jedno jeszcze spojrzenie chwytające z przyjemnością miły koloryt kościółka i wychodzimy „na jasny świat Boży".

      Tu stwierdzamy pewien mankament farnego kościoła: jest on jakby wtulony między okoliczne domy i domeczki. Niema więc nań z żadnej strony otwartego aspektu. Za­traca się w tych warunkach jego potężna fasada i szlachetny rysunek.

      Stoimy z ks. proboszczem pod kościelnym murem. Słuchamy, co nam ks. Jankiewicz opowiada o swojej parafji. Interesujące swoje uwagi kończy ks. proboszcz:

— Mamy tu w naszej parafji element mieszany: ludzie z różnych stron kraju i z najróżniejszych środowisk. Ale ja jestem właśnie za tem przenikaniem wzajemnem. Musimy naszą tężyznę i uczciwość rozsławiać po świecie całym.

 

O DOMKU Z PODCIENIEM I PIĘKNYM RATUSZU.

 

      Mijamy kilka schludnych ulic i uliczek i u wylotu jednej z nich przystajemy. Po czwo­rokącie ulic, dookoła rynku posuwają się tłumy, kipi ruchliwe życie Leszna. Na tle zupeł­nie nowoczesnego wyglądu składów i ich efektownych wystaw, dziwnie kontrastowo wy­pada średniowieczny domek, obok którego stoimy. Zachowała się jeszcze dobrze jakże stara kamieniczka z niskiemi grubemi filarami, z jedynym w swoim rodzaju podcieniem. Darmo szukamy w pamięci' podobnego zjawiska. W dotychczasowych wędrówkach nie spotykaliśmy dotąd jeszcze takiego domku. Niema ponoć w całej Wielkopolsce niczego podobnego, jak szeroka i długa.

      Z za węgła domu ponad głowami przechodniów na strzelistą wieżę pięknego lesz­czyńskiego ratusza. Piękniejszym od niego jest tylko ratusz-arcydzieło, ratusz poznań­ski. Prosty, wczesny barok kwadratu ratuszowego, piękna attyka i smukła, wysoka wieża. Są bardziej przekonywujące w swem pięknie niż wymyślna ornamentyka baroku późnego lub zwyrodniałego rokoka. Ratusz leszczyński w pierwszej swojej formie, po której zostały już tylko ślady, został zbudowany za Bogusława Leszczyńskiego w latach 1636—1639. Imć pan burmistrz Szymon Daniel, Czech rodem z Semanina położył kamień węgielny pod budowę ratusza. W roku 1660 zbudowano nowy gmach ratuszowy x wyniósł;} wieżą. Przy budowie zasłużył się niezmiernie Marcin Wojda.

      Wieża jednak nie przypadła do gustu obywatelom miasta, więc w 1689 r. wznie­siono nowa, smukłą i piękną. Już w 1707 r. spalili Moskale ratusz, który jednak został w mig przez obywatelstwo leszczyńskie odbudowany. Nie zachowało się do naszych cza­sów nazwisko przemyślnego architekta, który tak nadobny kształt barokowy ratuszowi le­szczyńskiemu nadał. Dużo jest znaków na ziemi, przemawiających za tem, że dzieło ratu­sza przypisać należy Pompeo Ferrari'emu, który tu sprowadzony przez Stanisława Lesz­czyńskiego i jemu zamek rydzyński pięknie odrestaurował i Wojciechowi Gruszczyńskiemu z Lutogniewa zmyślny grobowiec rodzinny przy kościele kalwińskim uczynił.

      Kilkakrotnie jeszcze niszczyły pożary piękno leszczyńskiego ratusza, ale zawsze po­tem ofiarna dłoń obywatelstwa leszczyńskiego dźwigała wzwyż mury i wieżę ratusza.

      Gospodarka zaborców rozmyślnie zmierzała przez zupełne zaniedbanie do ruiny pięk­nego zabytku niepodległej historji Polski. Lecz i to kompletne zaniedbanie usunęła ofiar­ność publiczna Leszna, gdy zrzuciło ono więzy niewoli. Z obecnego wyglądu ratusza może być Leszno dumne.

      Po kamiennych schodach wchodzimy do wielkiej poczekalni. Na ścianach wisi tu kilka pięknych starych portretów. Oglądamy bliżej. Trudno w tych młodziutkich chłopiątkach o jasnych włosach i rezolutnych oczach, ubranych w aksamity i atłasy, z ciemnemi pantofelkami o czerwonych obcasach poznać wielk. Sułkowskich, 4 synów Ale­ksandra Sułkowskiego, ministra dworu Augusta III. A ta dama w krynolinie, to matka czwórki chłopięcej, żona Aleksandra Sułkowskiego, z domu hrabianka Stein.

Ale oto wzywają nas do burmistrza.

 

LESZNO WCZORAJSZE I DZISIEJSZE.

Rozmowa z burmistrzem m. Leszna, p. Kowalskim.

Dużo już czytaliśmy i słyszeliśmy o niezmiernie ciekawej historji Leszna i ziemi leszczyńskiej. Może Pan Burmistrz rzuci ze swej strony parę dat i faktów

— Historja wspomina o Lesznie w roku 1313. W r. 1547 zaliczono Leszno do rzędu miast. Okres wojny trzydziestoletniej to czas wielkiego przypływu prześladowanych za wiarę uchodźców czeskich i śląskich. Wspaniałomyślny i pełen tolerancji Rafał III Lesz­czyński przygarnął ich do siebie i oddał im szmat ziemi, że powstała tu główna siedziba, t. zw. Jednoty Braci Czeskich w Polsce.

      Leszno rozwijało się szybko. Już w początkach XVII wieku liczyło ono 12.000 mieszkańców, miało 4 kościoły, gimnazjum, 20 ulic, 1.600 domów, wały ochronne, bramy i liczne gmachy z wspaniałym zamkiem Leszczyńskich na czele. Uchodziło ono wówczas za jedno z najpiękniejszych miast w Polsce, a pod względem wielkości równało się prawie z Poznaniem, z którym rywalizowało na polu przemysłu i handlu.

W latach od 1628 do 1656 działał tu przybyły z uchodźcami z Czech słynny na całą Europę pedagog Jan Amos Komenjusz.

      Wojny ze Szwecją były dotkliwą klęską dla Leszna. W roku 1667 uległo ono całkowicie pastwom płomieni. Przy wydatnej pomocy rządu i panów leszczyńskich odbudowane, doszło coprawda w kilkunastu latach do dawnego rozkwitu, gimnazjum jed­nakże nie uzyskało już dawnej chwały. W roku 1707 zniszczył miasto ponownie pożar, wzniecony przez Moskali podczas wojny z Rosją i Saksonją.

Król Stanisław Leszczyński, odzyskawszy pokojem wiedeńskim swe dobra, wyniósł odbudowane na nowo miasto do rzędu miast królewskich. W roku 1738 nabył je drogą kupna Aleksander Józef Sułkowski, minister Augusta III. W drugim podziale Polski, w roku 1792 przeszło miasto pod panowanie pruskie, a podczas istnienia Wielkiego Księ­stwa Warszawskiego wchodziło w skład tegoż. Poraź trzeci zniszczało miasto wskutek pożaru w roku 1790.

      Pod panowaniem pruskiem stało się Leszno ośrodkiem hakatyzmu. W roku 1848 tu­tejsi Niemcy gwałtownie zwalczali ruch polski. I dziwna rzecz: właśnie podczas naj­cięższego ucisku pruskiego począł się rozwijać ruch narodowy polski, a napływ żywiołu polskiego do miasta wzmagał się z każdym rokiem. Powstały liczne towarzystwa polskie, jak „Sokół", „Tow. Robotników Polskich", towarzystwa śpiewackie, młodzieży, terminato­rów i in.; powstały liczne polskie placówki handlowe, przemysłowe i rzemieślnicze, pow­stał „Bank Ludowy", osiedlali się tu chętnie polscy adwokaci i lekarze, którzy przodowali w ruchu narodowościowo-polskim. Ruch ten zwolniał chwilowo podczas wojny światowej, nabył natomiast zdwojonej energji z chwila wybuchu powstania wielkopolskiego. Utwo­rzyła się tu tajna milicja, której działalność jednakże sparaliżowało nagłe aresztowanie wszystkich wybitnych Polaków i wywiezienie ich w głąb Niemiec. Po blisko 130 latach ciężkiej niewoli pruskiej doczekało się Leszno wreszcie w pamiętnym dniu 17 stycznia 1920 r. wkroczenia wojsk polskich, witanych z niebywałym entuzjazmem przez miejsco­wych Polaków. W 10 rocznicę tegoż dnia nadano jednej z najpiękniejszych ulic miasta nazwę ulicy 17 Stycznia.

— Co może Pan Burmistrz powiedzieć o Lesznie dzisiejszem?

— Leszno posiada 4 kościoły (katolicki, ewangelicki, ewangelicko - reformatorski i staroluterański), liczne kaplice katolickie, sąd grodzki, stary bardzo ratusz, zaliczony do najpiękniejszych poza poznańskim w Wielkopolsce, „Pomnik Wdzięczności", odsłonięty w roku 1924 na cześć poległych w powstaniu wielkopolskiem o wolność ziem leszczyńskich, pomnik Komenjusza, piękne ale otaczające miasto ogrody, ogród zoologiczny w zaczątkach, Park Kościuszki. Leszno jest siedzibą licznych ważniejszych urzędów i władz państwo­wych, oraz Oddziału Banku Polskiego, ma ożywiony handel i rozwinięty przemysł, naj­większy w byłym zaborze pruskim młyn parowy, fabryki maszyn i pomp, fabryki octu, świec, cukierków, przeróbki lnu, browar, rektyfikiernię spirytusu i fabrykę płatków ziem­niaczanych. Leszno szczyci się przedewszystkiem mianem miasta szkół, posiada 4 szkoły powszechne, 3 gimnazja, 2 seminarja nauczycielskie, pełną szkołę budownictwa, szkołę handlową męską, szkołę handlową i przemysłową żeńską i szkołę rolniczą; obecnie jest w budowie nowy gmach szkolny, przeznaczony na szkołę gospodarczą żeńską.

— Jakie zabytki zachowały się jeszcze w Lesznie?

— Do swych zabytków zalicza Leszno prócz ratusza, budowanego w stylu baroko­wym z attyką i wysoką wieżą, mieszczącego portrety królów polskich i członków rodziny Sułkowskich, dawniejszy zamek Leszczyńskich, jedyną, jaka zachowała się jeszcze w Po­znańskiem, kamienicę z podcieniem, kościół katolicki, bogaty w rzeźby i ozdoby wewnętrz­ne z pomnikiem św. Jana Nepomucena, nadzwyczaj bogato rzeźbioną kazalnicą, rokoko­wym ołtarzem głównym z marmuru i stiuku, wielkiemi obrazami dobrego pędzla z końca XVII i XVIII wieku w ołtarzach i ogromnym barokowym herbem Leszczyńskich w or­namentyce barokowej na chórze, tudzież najpiękniejszy w Poznańskiem kościół ewan­gelicki z licznemi grobowcami rzeźbionemi w piaskowcu na murze otaczającym ko­ściół, dalej kościół ewangelicko-reformatorski z ładnemi kielichami gotyckiemi i renesansowemi w skarbcu, staremi kobiercami, zasłonami na ołtarze z XVII wieku, kilku grobowcami i bogatem w książki i dokumenty do dziejów reformatorskich w Polsce i Li­twie archiwum Jednoty Reformowanej Wielkopolskiej, wreszcie synagogę z wielu haftowanemi zasłonami na torę z VIII wieku. Na uwagę również zasługuje „Strzelnica", wła­sność Bractwa Kurkowego z galerją około 300 królów kurkowych od r. 1720 począwszy.

Leszno liczy według ostatniego spisu ludności prócz wojska w liczbie około 2.000 osób, 19.283 mieszkańców, w tem 17.437, czyli blisko 90% Polaków. W roku 1931 umieszczono w szczycie wieży ratuszowej w miejsce dotychczasowej chorągiewki godło państwowe z wyrytym na piersiach orła herbem miasta i datami po­wstania miasta, przyłączenia go do Polski po wojnie światowej i umieszczenia orła.

— O życiu kulturalnem i organizacyjnem cóż nam Pan Burmistrz powie?

— Teatru stałego u siebie nie mamy, ale bardzo często przyjeżdża do nas jakiś teatr. Mamy go tu co tydzień. Życie kulturalne jest tu intensywniejsze, bo jest u nas dużo szkół. Nauczycielstwo urządza często wykłady z różnych dziedzin.

Kończymy wywiad i opuszczamy starodawny ratusz.

 

Tam, gdzie się piorą szmaty.

Rozmowa z właścicielem firmy „Leszczyńska Hurtownia Surowców, Rudolf Łaska, Leszno, Fabryka Papy Dachowej", p. B. Łaskim, nie trwa długo.

— Firma moja, proszę pana, założona w roku 1920, jest obecnie najpoważniejszym przedstawicielem branży surowców w kraju. W Lesznie posiada wielką sortownię i pralnię szmat oraz składnice żelaza z dwiema własnemi bocznicami kolejowemi, pozatem od­działy w Poznaniu, w Bydgoszczy, w Inowrocławiu, w Gnieźnie i w Krotoszynie. Oprócz tego utrzymuje firma składy komisowe w Łodzi i w Białymstoku.

Do firmy należy fabryka papy dachowej w Lesznie i parowa cegielnia w Czaczu, pow. Kościan. Ogółem zatrudnia firma stale do 150 pracowników.

 

JEŚLI SIĘ JEST W MIEŚCIE SZKÓŁ.

O szkolnictwie średniem rozmawiamy z dyr. gimnazjum im. Komeńskiego, p. Perzyńskim.

Jeśli się jest w mieście szkół, jakiem jest Leszno, nie wolno przejść obojętnie obok szkolnych gmachów. A gimnazjum im. Komeńskiego jest w prostej linji dziedzicem słyn­nej uczelni, której sława biegła za czasów Komenjusza i Eafała V Leszczyńskiego w da­leki, szeroki świat.

Udajemy się więc do dyrektora tego gimnazjum. Przez ładne planty z jakimś brzydkim pomnikiem, naśladującym grotę skalną, idzie się wprost do drzwi gimnazjum. Na podwórzu ruch, jak to bywa w przerwie między lekcjami. W samym gmachu panuje dostojny spokój. Chłopcy idą korytarzami już uciszeni i spoważniali. Po drodze stwier­dzamy wzorowy porządek i czystość.

W kancelarji dyr. Perzyńskiego rozmawiamy chwilę o naszych wędrówkach, a po­tem przechodzimy „do rzeczy".

— Jak się liczbowo przedstawia szkolnictwo średnie w Lesznie?

— Mamy więc gimnazjum męskie im. Komeńskiego, liczące obecnie 169 uczniów. Dalej idzie gimnazjum żeńskie im. M. Konopnickiej ze 139 uczennicami. Następnie pry­watne gimnazjum humanistyczne z niemieckim językiem wykładowym. Skolei idą dwa seminarja nauczycielskie: męskie i żeńskie. Wreszcie mamy tu dwa zakłady naukowe, utrzymane na poziomie szkolnictwa średniego: 1) Państwowa Szkoła Budownictwa; 2) Państwowa Szkoła przemysłowo-handlowa (męska i żeńska).

— Jak wygląda w gimnazjum Pana Dyrektora realizacja nowego ustroju szkol­nictwa?

— Zredukowaliśmy I i II klasę i obecnie mamy już I klasę 4-klasowego gimnazjum nowego. Tylko, że w tej I klasie zachowaliśmy jeszcze łacinę, a to ze względu na fakt, że tworzą tę klasę w dużej mierze uczniowie, którzy dostali promocję z dawnej klasy Il-ej, gdzie uczyli się już łaciny. Uczą się także jednego obcego, żywego języka, gdyż także już to zaczęli, chociaż w czystym typie gimnazjalnym opartym na nowym ustroju szkol­nictwa, zaczyna się naukę języka obcego dopiero w II półroczu.

— Słyszałem o ładnem wyposażeniu pracowni gimnazjum? — A owszem, mamy ładną pracownię fizyczna, neofilologiczną i t. p., ale gimna­zjum miejskie ma też conajmniej równie ładne. W każdym zaś razie nie ładniejszą od nas salę gimnastyczną.

—-— Czy młodzież bierze udział w pracy społecznej?

— Owszem, robi to nawet chętnie. Młodzież ma u nas możność „wyżycia się" w ta­kich organizacjach, jak L. O. P. P., Bratnia Pomoc, Straż przednia i t. p. Pozatem żyje młodzież w poszczególnych kółkach naukowych.

i

OSTATNIE SPOJRZENIE.

Zobaczyliśmy i usłyszeliśmy już bardzo wiele w samym Lesznie. Czas nam już je­chać w teren powiatowy, wiemy, że tam także natkniemy się na ludzi i rzeczy, o których się nie zapomina. Pojedziemy z tem większą radością.

Zabieramy więc nasze manatki z hotelu, który też ma wyjątkową cechę. Oto na jego miejscu, dokładnie na tem samem miejscu, na którem teraz on właśnie stoi, stał niegdyś, przed wielu laty kościółek Świętego Ducha. Bardzo niewielu gości śpiących w czystych, schludnych pokoikach „Hotelu Polskiego" wie o tem, że śpią na fundamen­tach średniowiecznego kościółka.

W wielkiej sieni hotelowej oglądamy poraz ostatni na wysokim postumencie usta­wioną statuę, jedyna pozostałość po kościółku. Jeszcze nie tak dawne są czasy, gdy do stóp statuy ściągały wielkie tłumy wiernych, by się modlić u stóp.

Jedziemy teraz na małą cichą uliczkę Komeniusza. Za żelaznem ogrodzeniem, za klombami zieleni i kwiatów wznosi się ku niebu najwyższa w mieście wieżyca, stary w ro­mańskim stylu ze składek kalwinów całej Europy budowany kościółek kalwiński. Przed fasadą kościoła postawiono w r. 1898 pomnik z popiersiem Komenjusza. Podchodzimy bliżej i czytamy napis: Amos Comenius — 1652 — Rector und Prediger dieser Gemeinde.

Potem wracamy myślą do wspomnień o wielkim pedagogu i małym patrjocie przy­branej drugiej ojczyzny polskiej, która go tak gościnnie przygarnęła.

Przybył do Leszna z grupą uchodźców czeskich w roku 1628. Protegowany przez wielkiego Rafała V Leszczyńskiego pisał sobie wybitny reformator swoje wybitne dzieła: Didactica, Janua linguarum reserata. Gdy po swoich wyjazdach do Węgier i Anglji po­wrócił do Polski, przyszedł akurat czas próby szwedzkiej. Nie wytrzymał jej Komenjusz. W nadziei, iż Szwedzi wrócą wygnańcom czeskim ich prawa do ojczystej ziemi, połączył się ze Szwedami przeciwko wielkiej protektorce jego talentu — Polsce.

W małej przybudówce przy kościółku mieści się reszta pozostałych z bezcennych zbiorów bibljoteki Komenjusza, nielicznych już niestety tomów.

Na przeciwległej stronie uliczki w starym domu mieściła się niegdyś leszczyńska poczta. Idziemy uliczką na południe. W pewnej chwili mijamy jednopiętrowy w stylu ro­mańskim w XVIII stuleciu budowany gmach, w którym w latach 1712—1845 wrzało życie naukowe sławnej uczelni.

Chwil już tylko kilka spędzamy w ślicznym kościółku ewangelickim, a potem tyl­ko pęd w piękny świat złotej jesieni.