dlaczego "... zawsze z duchem czasu" ?


„KTO NIE ZNA LESZNA, NIE ZNA POLSKI" 

(pisownia oryginalna)

      Zparafrazowaliśmy właściwie pewne przysłowie, z którem się można było dawnemi czasy spotkać. Mówiło się wówczas: „Kto Leszczyńskich nie zna, Pol­ski nie zna". Niewiele jest przesady w twierdzeniu, iż, żeby znać Polskę, trzeba znać i historję rodu Leszczyńskich i Leszna. Jest bowiem w historji rodu Lesz­czyńskich wiele momentów i cech, które dają istotny przekrój duszy ówczesnego Polaka. Taki Rafał III Leszczyński, magnat butny, człowiek burzliwego charakteru, obrońca zawzięty klejnotów szlacheckich, serdecznie gościnny, posuwający swoją religijną tolerancję zadaleko, skłonny do kontemplacyj religijnych, kunsztów wszelakich i oświaty protektor wielki.

      A znowu Leszno. Historja tego starożytnego miasta to historja Polski. Początki zagubione w mitycznej przeszłości. Rozwój szybki aż do stopnia potęgi; i nieszczęścia: zgliszcza pożarów, łuny wojenne, warcholstwo i indyferentyzm religijny. Cierpienia za­borcze po męczeńsku znoszone i pewność ostatecznego zwycięstwa.

      Za chwilę wsiądziemy do pociągu. Zamykamy więc broszury, mówiące o Lesznie i spieszymy do pociągu. W kącie wagonu opadły nas wizje, wyrosłe ze słów kronikarza.

      Przez olbrzymie przestrzenie puszczy nietkniętej jeszcze, poprzez ciasne wąwozy górskie posuwa się wielki, barwny orszak królewski. To nadobna Czeszka, księżna Dąbrówka przebywa olbrzymią przestrzeń między czeską a polską stolicą. Niesie w dani pia­stowskiemu królowi Mieszkowi rękę swoją białą a Polsce całej wiary katolickiej blaski.

      Nielada trzeba głowy, żeby ustrzec wielki orszak od jakowego nieszczęścia i poprowadzić go szczęśliwą drogą przed Mieszka tron. Ale taką właśnie głowę na mocnym karku posiada sławny rycerz z Mieszkowej drużyny - Filip Wieniawita - Persten.

      A gdy dzielny Wieniawita pokłoni się na czele orszaku swemu królowi, ten w uzna­niu jego zasługi odda mu wielką połać wschowskiej ziemi z pięknemi wsiami, wśród któ­rych perłą będzie — Leszczyna.

      I z małej, lecz bogatej wsi urośnie kiedyś piękne miasto wielkopolskie siedziba Leszczyńskich i Sułkowskich — Leszno.

      Potężny ród książąt Leszczyńskich siedział na swym obronnem zamczysku i dawał Polsce wojewodów, arcybiskupów, starostów... A rozwój Leszna miał zawsze na gorą­cem sercu. Rosło więc Leszno, potężniało.

      Wyjechał w r. 1476 z zamku Rafał Leszczyński, by pakt konkordji między Fryderykiem III, cesarzem niemieckim, a swoim panem — Kazimierzem Jagiellończykiem czynić. Dostanie za to od Fryderyka III tytuł hrabiego Rzeszy. Do czarnego łba żubra z pierścieniem w nozdrzach przybędzie wtedy na tarczy herbowej Leszczyńskich i lew, trzymający miecz, potężną przednia łapa.

      A sława wielkiego rodu rozniesie się po świecie całym.

      Lata 1516, 1517: — przez granicę czesko-polską, na gościnną polską ziemię pomy­kają gromadki biednych uchodźców. To członkowie Jednoty Braci Czeskich uciekają przed prześladowaniami ze swej rodzinnej, czeskiej ziemi. Polska, jak zawsze gościnna, gościn­nie Braci przyjmuje. A już najgościnniejszego przyjęcia doznają u Leszczyńskich, którzy pod bokiem własnej Leszczyny, osadę Leśną dla Czechów tworzą. Rafał III nada jej jesz­cze w 1549 r. prawo magdeburskie — i Czechom zacznie się dziać lepiej, niż gdziekolwiek i kiedykolwiek.

      Butny Rafał III, głowa polskich dysydentów odstępuje w r. 1550 od wiary kato­lickiej, przyjmuje religję Braci Czeskich i oddaje im kościół katolicki z wszystkiemi jego legatami.

      A w r. 1555 zakłada w Lesznie szkołę którą potem w latach tysiącsześćsettrzydziestych największy z Leszczyńskich, Rafał V, mąż wszelkich sciencyj pełen, polityk, astro­nom, poeta, władający siedmioma językami wespół z Amosem Comeniusem wielkim czeskim pedagogiem, postawi w najpierwszym rzędzie uczelni europejskich.

      Rozwinęło się wówczas i samo Leszno, że jak równe z równemi konkurowało zarów­no swojem życiem gospodarczem jak i kulturalnem z Poznaniem.

      W niebo strzelały wieże czterech kościołów, przy 20 ulicach rozsiadło się 1600 do­mów, dających dach nad głową 12.000 mieszkańcom.

      W latach 1637—1639 wyrósł na rynku piękny ratusz, „cui parem praeterąuam Posnaniae non habuit Polonia Maior".

      Po wielkim ojcu przyszedł mały syn. Gdy podczas najazdów szwedzkich przyjmie w bramach miasta Szwedów, uznany zostanie Bogusław Leszczyński za zdrajcę Ojczyzny. I Czesi, przygarnięte przez gościnną Polskę włóczęgi będą mieli możność okazać swą czarną niewdzięczność przez zdradzieckie pakty z najeźdźcą.

      Zajaśnieje jeszcze wielkim blaskiem ród Leszczyńskich, gdy jego potomek Stani­sław włoży na głowę swą królewską koronę. Lecz dla Leszna blask ten oznaczać będzie łunę pożarów wojennych. Sam król Stanisław wygnany po niesławnej abdykacji przybędzie do ukochanego Leszna po raz, ostatni w r. 1736. Przybędzie w towarzystwie kawalera Dandelot: jako kupczyk w przejeździe do Warszawy. Habent sua fata...

      A córka jego biedna, dobra królewna Marja chodzić będzie smutna i zamyślona po komnatach Wersalu i alejach tuilleryjskich. I będzie myśleć: o swym królewskim mał­żonku, Ludwiku XV, lekkoduchu i lamparcie, o krótkich chwilach szczęścia, o Polsce, o swem gorącem sercu ...

      Łzy biednej Marji zagaszą blask wielkiego rodu.

      Wielkość miasta Leszna zaczęli znowu dźwigać — Sułkowscy herbu Sulima. Młod­szy ten o wiele ród przejął przez swego pierwszego wielkiego protoplastę — Aleksandra, nadwornego łowczego litewskiego w r. 1738 dobra rydzyńskie i Leszno.

      Potem już historja Leszna wybija swe epoki w takt urodzin i zgonów Sułkowskich.

      Poprzez Aleksandra Józefa Sułkowskiego, domniemanego syna Augusta II i ulu­bieńca III, który to Aleksander Józef wyniósł swój ród do rzędu magnackich przez tytuł hrabiowski, otrzymany od cesarza. Po nabyciu księstwa bielickiego na Śląsku otrzymuje i tytuł książęcy. Buduje się zamek w Lesznie, zamek w Rydzynie. Przychodzi straszny pożar r. 1790. Dom Sułkowskich w synach Aleksandra dzieli się na 2 linje: bielicką i rydzyńską. Założycielem pierwszej staje się Franciszek Sułkowski, którego syn natu­ralny, sławny książę Józef Sułkowski, każe potęgą swego wojennego genjuszu krzyknąć przez usta francuskiego polityka Carnot pociechę dla Francji: „Gdybyśmy nie mieli Bonapartego, mamy Sułkowskiego". Ale Bonaparte nie mógł znieść alternatywy, i Sułkow­ski zginął w Egipcie. Została po nim piękna legenda i tragedja Żeromskiego.

      Założycielem linji rydzyńskiej był ks. Antoni, generał wojsk koronnych, wojewoda gnieźnieński w r. 1786. Niesławną kartę tworzy w historji rodu Sułkowskich życie targowiczanina — Antoniego, choć tak bardzo przyczynił się on do rozwoju Leszna i rewindykacji sławy jego gimnazjum.

Potem szedł już stopniowy upadek rodu Sułkowskich, aż do śmierci ks. Antoniego Sułkowskiego ( 1907), który zdołał przeżyć obu swych synów Aleksandra i Franciszka.

Zabrakło Lesznu Sułkowskich, ale nie zabrakło wielkich obywateli i patrjotów, gdy o takich w r. 1918 upomniała się zmartwychwstająca Rzeczpospolita.

Właśnie pociąg zatrzymał się na ładnym, leszczyńskim dworcu.

Książka : „Wszerz i wzdłuż ziemi wielkopolskiej” , autorzy M. Ziemski i T. Piechocki Tom I. Wydanie nakładem autorów – skład główny Poznań ul. Franciszka Ratajczaka nr 27 w 1934 roku

POWRÓT